Wyniki wyszukiwania dla hasła: Japońskie powieści ilustrowane

Na niższych ? Czyli pierwszorzędną kwestią jest narodowość a drugorzędną dopiero czy komiks jest dobry czy zły ?

Eh.. wprowadzam Systematyzację gatunków dla wygody, a nie dla wyboru mangi, którą lubię/nie lubię. Jeśli znajdę komiks zachodni, albo mangę, która mi się podoba to mówię sobie "oho, ale fajna manga" a nie "oho, jaki fajny komiks". Nie wybieram niczego ze względu na narodowość, ale do cholery podział wprowadzam, żeby nie zbierać tego wszystkiego do jednego wora.
Daj mi definicję tej swojej powieści graficznej to sprawdze czy to czasem nie to samo co komiks

Nazwa wskazuje na to dobitnie co to jest. To, co na całym świecie, w prawie każdym zakątku świata miało swoje miejsce. Dopasowywanie OBRAZKÓW do historyjek. Na całym świecie przybierały one inne formy. Na Zachodzie zaczęło się od comic stripów, a w Japonii od ilustrowanych dramatów arystokracji. Dwie zupełnie inne drogi. Inne rezultaty, INNE nazwy. Słowo komiks nie powinno odnosić się do mangi bo zostało użyte na coś, co analogicznie odpowiadałoby komiksowi, ale nim nie jest. Jest Opowieścią Graficzną. Dlaczego niby Japończycy mieliby używać nazwy zachodniej skoro nie jest adekwatna?
Poza tym nazwa manga była pierwsza. Więc nie widzę powodu, dla którego mange miałbym nazywać komiksem. Tutaj chodzi mi już o samą nazwę i to, że manga =/= komiks zachodni.

znowu przykład:
Dlaczego shamisena nie nazwiesz japońską gitarą, albo mandoliną?

No fakt, Usagi to zbiorowa iluzja

W sumie nie znam twórcy, ale czy to Japończyk?


Trafiłem tutaj przez Google, prawde mówiąc nie chce mi się czytać całego tematu, bo trochę tego "dzieła" pisanego jest w tym topicu, ale co istotne - trafiłem tutaj szukając jakichkolwiek informacji na temat light novel, konkretnie, czy ktoś w naszym kraji w ogóle zajmuje się nie tylko wydawaniem przetłumaczonych, japońskich novel, ale czy też zajmują się czymś w rodzaju druku... Są europejskie mangi tworzone przez fanów/pasjonatów, nie wiem czy są wydawane - możliwe. Nie nazywają się mangą (mają tam jakiś przedrostek) tylko dlatego, że powstały NIE w japonii, ale styl ilustracyjny jest ciągle ten sam. Light novel to właściwie powieść ilustrowana z nieco innym stylem pisania. Myślę, że aby rozpowszechnić trochę ten typ literatury, najpierw - albo trzeba byłoby przekonać do tego nie-fanów mangi/anime, lub też posilić się o jakieś nasze "produkcje", ilustrowane tak samo (w zależności jak, kto rysuje), lecz wymyślone i napisane przez rodaka. Nie wiem, czy ktoś prócz mnie, się tym zajmuje, ale uważam, iż nie-fanów dałoby się przekonać, narodową lekko nowelową "produkcją". A dlaczego? Po wyszło z pod ręki rodaka. Możnaby to porównywać do tego, jak dawniej gatunki takie jak kryminał, czy dramat, zyskiwały na popularności, a nie wywodziły się z naszego kraju - ktoś się zainteresował, zaczął pisać i nawet wielkie marudy na to spojrzały, a teraz, dzięki tłumaczom, do naszego kraju napływa sporo literatury światowej takiego gatunku - możliwe, że byłoby tak samo.

Ja osobiście zainteresowałem się pisaniem light novel, jestem w trakcie, ale po prostu martwi to, czy ktoś zeche wydać takie coś - kiedyś.

Chwila, chwila, a nie wydano u nas parę lat temu jakiejś noweli yaoi aby?

Ale popieram, chętnie przeczytałabym Slayersów, Vampire Hunter D, Alitę...

Sądzę, że mianem light novel można określić (wydaną w Polsce) jedną z części Sandmana, a konkretnie Łowców snów. Niby to komiks amerykański, ale i formuła się zgadza (ilustrowana powieść dotycząca bohaterów komiksu) i artysta japoński (Yoshitaka Amano - czapki z głów!).

Generalnie już pomijając książkowe wersje mang, chętnie poczytałabym trochę mainstreamowych książek z Japonii (np. fantasy - nie zetknęłam się chyba jeszcze z japońską fantastyką po polsku, pomijając mangi!). Bo tych "ambitnych" to ci u nas dostatek. Tyle że nie tylko takimi ksążkami człowiek żyje.

Polecić mi coś ciężko, jako że moja relacja z ww. nowelami to głownie coś à la oglądanie ciastka przez szybkę... ot, parę recenzji przeczytałam, popatrzyłam ze smutkiem na cenę jednego z wielu tomów opowiadań Vampire Hunter D na empik.com...

Saiunkoku Monogatari (jap. 彩雲国物語, Saiunkoku Monogatari?, Tale of the Land of Colored Clouds) - jest serią japońskich powieści napisanych przez Sai Yukino oraz ilustrowanych przez Kairi Yurę, opowiadających historię dziewczyny pochodzącej ze zubożałej arystokratycznej rodziny, mieszkającej z ojcem i przygarniętym przez niego chłopcem w ich rodzinnym domu znajdującym się w stolicy państwa Saiunkoku Kyo. Pewnego dnia, niczego się nie spodziewając, młoda dziewczyna dostaje propozycję od jednego z cesarskich doradców: w zamian za 500 sztuk złota ma ona wejść do cesarskiego haremu by uczyć rozleniwionego cesarza jak mądrze rządzić państwem a do tego, by poprawić jego wizerunek, gdyż cesarz uchodzi za młodego, leniwego homoseksualistę, którego nie obchodzą losy cesarstwa. Oprócz pojawienia się dziewczyny w cesarskim haremie, mieszkający z nią chłopak ma wejść do armii cesarskiej i być głównym ochroniarzem cesarza. Ponieważ dziewczyna bardzo się stara poprawić sytuację materialną w rodzinie, zgadza się bez wahania.

Główne Postacie

* Shūrei Kō (jap. 紅 秀麗, Kō Shūrei?) - główna bohaterka, córka i jedyne dziecko Shōki Kō z klanu Kō, jednego z dwóch najpotężniejszych klanów w Saiunkoku.Zostaje zaciągnięta do Haremu.Jej marzeniem jest przystąpienie do egzaminu państwowego, do którego nie mogą przystępować kobiety. Król dowiaduje się o tym i próbuje zmienić ustawę dotyczącą egzaminu.
* Ryūki Shi (jap. 紫 劉輝, Shi Ryūki?) - dziewiętnastoletni cesarz Saiunkoku.Zakochany po uszy w Shurei. Udaje,że "woli mężczyzn", by nie doprowadzić do zamieszek.Często całuje Shurei przez co dziewczyna wpada w złość i na niego krzyczy.
* Seiran Shi (jap. 茈 静蘭, Shi Seiran?) - chłopak przygarnięty przez rodzinę Shūrei. Później okazuje się,że jest wygnanym księciem Seienem, bratem Ryukiego, jednak się do tego nie przyznaje, by nie wprowadzać ponownych zamieszek w kraju.


Ostatnio kupiłem bardzo ciekawe książki o kulturze i sztuce japońskiej. Może nie jest to do końca związane z tematyką poruszaną w tym wątku, ale myślę, że warto o tym napisać właśnie tu. Dobrze jest się zapoznać z historią sztuki tego regionu zanim sięgnie się po powieści pisarzy takich jak Murakami.
Książki o których wspominam to antologia pt. "Estetyka japońska" pod redakcją Krystyny Wilkoszewskiej. Może zacytuję kilka zdań z opisu wszystkich trzech tomów:

Estetyka japońska. Antologia (t. I)

Estetyka japońska zostaje przybliżona poprzez teksty źródłowe, między innymi z X, XII i XIII w. Antologia wprowadza czytelnika w nieznany świat sztuki japońskiej i jej pojmowania. Przewodnikami zaś są badacze japońscy i amerykańscy, umożliwiający odczytanie tej estetyki niewtajemniczonym czytelnikom z kręgu kultury zachodniej. W kontekście szeroko zakrojonych badań komparatystycznych nad kulturą, książka ta jest ważną pozycją nie tylko w badaniach nad sztuką japońską, ale i europejską.

Estetyka japońska Słowa i obrazy. Antologia (t. II)

Tom II antologii, poświęconej kulturze Kraju Kwitnącej Wiśni, został podzielony, jak wskazuje tytuł „Słowo i obraz”, na dwie częsci: w pierwszej znalazły się przekłady z oryginałów japońskiej literatury klasycznej, w tym fragmenty powieści „Genji monogatari”, w drugiej – rozważania na temat malarstwa i kaligrafii, oraz takich sztuk jak emaki czy haiga, stanowiących połączenie obrazu i słowa. W problematykę tekstów klasycznych wprowadzają komentarze Uedy Makoto, wybitnego znawcy japońskiej literatury i sztuki, zaczerpnięte z pracy „Literary and Art. Theories in Japan”. Bogato ilustrowana część druga antologii pozwala lepiej zrozumieć problemy estetyki japońskiej.

Estetyka japońska. Estetyka życia i piękno umierania. Antologia (t.III)

„Estetyka życia i piękno umierania” to tytuł kolejnego tomu antologii, poświęconej estetyce japońskiej. Część pierwsza zawiera dwa powszechnie znane w świecie teksty: „Strukturę iki” Kukiego Shuzo oraz „Pochwałę cienia” Tanizakiego Junichiro, przełożone po raz pierwszy na język polski przez Henryka Lipszyca, druga zaś dotyczy ideału ‘pięknej śmierci’, sformułowanego w samurajskim systemie etycznym bushido, nadal trwale przenikającego ethos współczesnego Japończyka, czego świadectwem pozostaje pisarstwo i życie Mishimy Yukio. Zawarte teksty dają wgląd w istotę estetyki japońskiej, która realizuje się nie tylko w dziełach sztuki, lecz bezpośrednio przenika procesy życia i umierania, nadając im swoistą wartość.


Można to kupić na Allegro, widziałem też te książki w Merlinie. Bardzo ciekawe wydawnictwo. Gorąco polecam wszystkim zainteresowanym kulturą wschodu.

Zapowiedzi Hanami


Suppli 7
Fujii wreszcie jest z Saharą. Chociaż na pierwszy rzut oka ciężko nazwać to normalnym związkiem – oboje zapracowani, obarczeni wieloma obowiązkami, ciągle na wyjazdach służbowych. Mimo tych wszystkich niedogodności Minami czuje się spełniona. Nie wszystkim jednak humor tak dopisuje jak Fujii. Nao próbuje odzyskać równowagę po rozstaniu z kamerzystą. Natomiast Tanaka i Yugi mają problemy osobiste.
Data publikacji: 24 lutego 2008


Balsamista 5
Miłość to nie tylko szczęście, to również cierpienie. Z pozoru tak proste, podstawowe uczucie nie zawsze łatwo jest wyrazić. Czasem brakuje odpowiednich słów, innym razem odwagi, by wypowiedzieć nawet jedno zdanie. Miłość jest wierną przyjaciółką śmierci. Obie ukryte są w pocałunkach zazdrosnych do szaleństwa mężów, w tęsknych spojrzeniach za bliską osobą i w potokach łez nieszczęśliwych kochanków.
W 2007 roku na podstawie komiksu Balsamista powstał serial telewizyjny, który wyemitowała telewizja TV Tōkyō.
Data publikacji: 20 marca 2009


Muzyka Marie 1
Ziemia Pirito to niezwykła kraina, gdzie tolerancyjni ludzie darzą sąsiadów poszanowaniem i sumiennie wykonują swoją pracę. Nie inaczej jest w Jiru, mieście-atelier. Jego mieszkańcy to mistrzowie w wytwarzaniu urządzeń pomagających ludziom w ich codziennych zajęciach. Obywatele Jiru wierzą, że czuwa nad nimi Marie. Czuje to również Kai, chłopak obdarzony nadludzkim zmysłem słuchu. Nie tylko słyszy odległe odgłosy, lecz uderzając w skałę jest również w stanie rozpoznać, jakie minerały kryją się w jej głębi. Co więcej, słyszy muzykę Marie…
Data publikacji: 20 marca 2009


Księga Wiatru
Era Meiji – czas wielkich przemian w Japonii. Wyspy ponownie otwierają się na świat, a na ulicach coraz częściej widać panów, którzy kimona zamienili na elegancko skrojone garnitury. Władcą Kraju Kwitnącej Wiśni już nie jest shō gun, ale znów cesarz. W dzielnicy Akasaka w Tokio spotykają się czterej mężczyźni, by wspominać dawne dni. Gospodarz, niegdyś należący do obozu shō guna, snuje niesamowitą opowieść o dokumentach zwanych "Tajnymi zapiskami Yagyū”. W jego opowieści polityka pełna jest intryg oraz nieczystych zagrywek, a zbrodnia i kradzież to najczęstsze metody zdobywania władzy. Głównym bohaterem wydarzeń staje się jeden z najsłynniejszych japońskich samurajów, mistrz miecza Yagyū Jubee.
Data publikacji: 20 marca 2009


Dziennik z zaginięcia
Hideo Azuma, słynny rysownik, wyszedł z domu i już nie powrócił… Przynajmniej przez pewien czas, a potem znów wyszedł… Z historii zawartych w tym tomie można dowiedzieć się, jak ciężkie jest życie bezdomnego, czy jak trudno być alkoholikiem. Te opowieści, oparte na prawdziwych wydarzeniach, dogłębnie poruszają i wprowadzają w zadumę, ale jednocześnie uczą: jak konstruować przenośne kuchenki; skąd brać papierosy i alkohol w trudnych chwilach; gdzie czają się potwory; jak kłaść rury oraz jak przeżyć na diecie opartej na rzodkwi japońskiej i oleju do tenpury. Przede wszystkim jednak, wywołują niekontrolowane napady śmiechu.

Komiks Dziennik z zaginięcia zdobył nagrodę Japan Media Arts Festival w 2005 a rok później Grand Prix Tezuka Osamu Cultural Prize. W 2008 roku nominowany był w kategorii najlepszy komiks w konkursie Międzynarodowego Festiwalu Komiksu w Angoulême oraz został uznany przez New York Magazine za najlepszą powieść graficzną roku.
Data publikacji: 30 kwietnia 2009

Są też nowe zapowiedzi na stronie Waneko

styczeń
Futari etchi 1
Utena 5
Kana tom 4

luty
wampirzyca karin 1
TORII2
KOCHASZ JAPONIĘ? Interesuje Cie wszystko co z nią związane? TO PISMO JEST DLA CIEBIE! JUŻ WKRÓTCE W SPRZEDAŻY 2 NUMER "TORII" tym razem pod szyldem Waneko. 84 strony ciekawych, bogato ilustrowanych artykułów, recenzje książek, kącik maga-anime.
W numerze 2 m.in.:JEDZIEMY DO JAPONII, BITWA O MIDWAY, prawdy i mity o SEPPUKU MITOLOGIA JAPOŃSKIEJ SZABLI, sztuka walki pod lupa czyli CZYM JEST BUDO, kim jest WSPÓŁCZESNA JAPONKA, 10 najgłupszych pytań o Japonię i wiele innych ciekawych tekstów.

marzec
Black lagoon 1
Futari etchi 2

kwiecień
GTO 24
Yami 10

maj
Utena 6
wampirzyca karin 2

czerwiec
GTO 25
nowość tom 1

The Melancholy of Haruhi Suzumiya




"Obcy, podróżnicy w czasie albo ludzie obdarzeni nadprzyrodzonymi zdolnościami stanowią nieodłączną część ludzkiej zbiorowej świadomości, naszej kultury. Jednak zdecydowana większość z nas opuszczając gimnazjum doskonale rozumie, że – podobnie jak Święty Mikołaj – należą oni do świata fantazji i nie są częścią codziennej, szarej rzeczywistości. Dokładnie tak myślał też Kyon – bohater, którego oczami obserwować będziemy świat tej serii. Tak myślał – aż do chwili, gdy na jego drodze stanęła ona – Haruhi Suzumiya. Pozbawiony jakichkolwiek skrupułów chodzący wulkan energii, istna antyteza stereotypowej japońskiej licealistki, zdecydowana na wszystko, by znaleźć w okolicy coś niezwykłego, a może zbawiać świat – tajemnica po tajemnicy?

Kyon popełnił zasadniczy błąd – zwrócił na siebie uwagę Haruhi… I tak ze zwykłego licealisty, gotowego wieść zwyczajne szkolne życie, stał się samotnym głosem rozsądku w stworzonej ad hoc Ratującej Świat przez Przeładowanie go Zabawą Brygadzie Haruhi Suzumiyi, obok z pozoru całkiem przypadkowych osób, prośbą lub groźbą zwerbowanych przez Haruhi. Odtąd nic nie będzie już takie samo, a tornado wydarzeń wkrótce odsłoni Kyonowi zupełnie nowe oblicze świata…

Ta seria zdecydowanie należy do najbardziej niesztampowych i niekonwencjonalnych. Jej pierwszy odcinek to w rzeczywistości czystej wody metafikcja – fan-film z gatunku mahou shoujo, wyprodukowany (bardzo kiepsko) przez brygadę Haruhi, chronologicznie przynależący bliżej końca serii. Sama seria tak naprawdę zaczyna się dopiero w odcinku drugim! Kolejne odcinki, opowiadające łącznie kilka krótszych lub dłuższych historii, również nie są poukładane w porządku chronologicznym – aby umożliwić widzowi zorientowanie się w tym wszystkim każdorazowo w zapowiedzi następnego odcinka Haruhi podaje jego numer w porządku chronologicznym, zaś Kyon ją poprawia, podając kolejny numer w porządku wyświetlania. W każdej innej serii taki „artystyczny bałagan” w fabule byłby nie do zniesienia, tu jednak – o dziwo – to rozwiązanie wydaje się nawet całkiem trafione! A sam fakt, że twórcy serii nie pogubili się totalnie i stworzyli całość, która ma sens oglądana w obu porządkach, zasługuje na pochwałę.

Znajdziemy w tej serii właściwie wszelkie możliwe schematy dobrze znane z szkolnych komedii (i nie tylko) wraz z stereotypowymi dla nich postaciami. Jednak każdorazowo zastosowano je w odświeżająco nietypowy sposób, który można interpretować tak jako hołd, jak i parodię. Bohaterowie są interesujący i potrafią z miejsca budzić sympatię widzów. Ale nikt nie jest tu tym, kim na pierwszy rzut oka wydaje się być – ani zblazowany Koizumi, ani milkliwa Yuki Nagato z nosem wiecznie w książce, ani Mikuru Asahina, śliczna jak obrazek, choć trochę powolna drugoklasistka, którą Haruhi zamieni w maskotkę grupy i zmusi do odegrania roli niemal każdego znanego otaku fetysza, od Playboy'owego króliczka przez pielęgniarkę po nieśmiertelną meido. Ale nawet gdy pojawia się – zadziwiająco umiarkowany zresztą – fanserwis, odnosi się wrażenie, że i ten element jest raczej obiektem drwin twórców serii. Zdecydowanie jest to następny wielki plus. Wraz z kolejnymi odcinkami coraz większe znaczenie zyskuje element fantastyczny, o którym jednak nie sposób napisać czegokolwiek, nie psując doszczętnie przyjemności oglądania. Nie oczekujcie jednak czegoś tak banalnego, jak latające spodki pojawiające się w środku dnia! Jak wszystko w tej serii, element fantastyczny jest starannie przemyślany, oryginalny – i zupełnie zwariowany.

Spójna i bogata fabuła to niewątpliwie efekt tego, że seria ta stanowi częściową ekranizację niezwykle popularnego w Japonii cyklu powieści autorstwa Nagaru Tanigawy, ilustrowanego przez Noizi Ito. Jednak i innym aspektom tej produkcji nie da się wiele zarzucić. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydają się nieco sztampowe, projekty postaci są przyjemne dla oka. Animacja jest staranna i płynna, tła dopracowane i szczegółowe, zadbano też o dopasowane i dość spektakularne efekty. Okazjonalne wykorzystanie CGI nie rzuca się w oczy, chyba, że jest to zamierzeniem twórców. Wyśmienicie wypadł dobór seiyuu, którym idealnie udaje się oddać ironię Kyona, spokojne, ale ważkie monosylaby Yuki, serdeczność Mikuru czy żywiołowość Haruhi. Relatywnie najsłabsza jest oprawa muzyczna, która – choć dobrze dopasowana – nie wyróżnia się niczym specjalnym. Uwagę zwracają natomiast całkiem miłe dla ucha piosenki.

Gdyby nie fakt, że seria jest tak niespodziewanie krótka, zaryzykowałbym stwierdzenie, że mamy do czynienia zarówno z jedną z najlepszych serii roku 2006, jak i zapewne gatunku. Niestety, dość szeroko omawiano niepotwierdzoną informację, że Kyoto Animation zmuszone było przesunąć personel do produkcji zapowiadanego na jesień 2006 remake'u Kanon. Nie byłby to pierwszy przypadek, gdy coś nowego i oryginalnego wypierane jest przez potencjalnie dobrze sprzedającą się sztampę. Biorąc jednak pod uwagę, że autor cyklu wielokrotnie wyrażał wolę dalszego ekranizowania swoich powieści, możemy spodziewać się kolejnych serii. Oby wkrótce…

Na razie każdy fan komedii (zwłaszcza szkolnych) powinien się z tą serią zapoznać, a jestem skłonny zaryzykować twierdzenie, że i pozostałym ma ona szanse się spodobać."




Powiem jedno podziwiam Yakuza, to co oni maja na swoim ciele to wielkie arcydzielo, ktore tworzone jest przez cale życie

W większości są to tzw. tauaże 100 - godzinne, tzn. robione niemal jednym ciągiem ( inaczej kolory miałyby inne odcienie). Taki tatuaż jest bardzo bolesny ( robi się go inną techniką niż u nas) i niektóre gangi wymagają go jako dowodu wytrzymałości na ból. Być może kogoś zainteresuje mój, napisany dawno temu, krótki tekst o gejszach, w którym wspominam o japońskich tatuażach

Zawód gejszy powstał w epoce Tokugawa. Słowo „gejsza” składa się z dwóch terminów „gei” - sztuka i „sha” - człowiek. Chodzi więc o kogoś uprawiającego jakiś rodzaj sztuki, innymi słowy - artystę. Czasem gejszę określa się też mianem „geiko” co oznacza „kobietę zajmującą się sztuką”. Gejsze nigdy nie były i nie są prostytutkami. Do ich zadań należały zawsze: zabawianie klienta rozmową, grą na różnych instrumentach muzycznych i tańcem. Tradycyjnie pozostawiano im pełną swobodę życia seksualnego i wiele gejsz nawiązywało kontakty z mężczyznami, kierując się uczuciem. Gejsze zamieszkiwały zgodnie z tradycją pewne rejony miast zwane „hana-machi”. Mieszkały w domach nazywanych „o-chaya”, co można z grubsza przetłumaczyć jako „herbaciane pawilony”. Nazwa wzięła się stąd, że dla Japończyków kwintesencją kobiecości i dyskretnej elegancji było przeprowadzenie ceremonii parzenia herbaty, w czym specjalizowały się właśnie gejsze. Trudno nie-Japończykowi opisać znaczenie ceremonii herbacianej, a co za tym idzie, rolę gejsz w społeczeństwie japońskim. Gejsza oferowała klientowi swą niepodzielną uwagę i zainteresowanie. Mężczyzna stawał się w trakcie tej ceremonii centrum wszechświata, kontemplując każdy, najmniejszy gest parzącej herbatę gejszy. Umysły uczestników ceremonii jednoczyły się harmonijnie w nieprzemijającym, wiecznym „Tu i Teraz”... Gejsze uchodziły także za ideał urody. Nauczyciel shoguna Tokugawy Iemochi-Narushima Ruyhoku, pisał w swojej książce („Ryuko Shinshi” - „Modny gentleman”): „Kiedyś gejsze z dzielnicy Yanagibashi musiały się odznaczać jedną z trzech zalet: pięknością oblicza, doskonałością manier albo inteligencją. Rozumie się, że niewiele z nich posiadało wszystkie te przymioty jednocześnie, ale od czasu do czasu jeszcze się takie trafiały. Przerastały one o głowę wszystkie zwyczajne kobiety w mieście. Obecnie w dzielnicy Yanagibashi jest bardzo mało kobiet odznaczających się jedną czy drugą z tych zalet. Jeśli która ma przyjemny wygląd, zawdzięcza swoją urodę sztuczkom, używając pudru, barwiczki i strojąc się w drogie kimona. Niegdyś prawdziwe gejsze gardziły tego rodzaju sposobami, pozostawiając je pospolitym kurtyzanom. Chlubiły się „sugao” (twarzą bez makijażu) i strojem, którym było barwne kimono w dyskretne wzory.”

Wbrew utyskiwaniom autora tej książki, wiele gejsz nie tylko stosowało makijaż, ale i ozdabiało się tatuażami. Tatuaże mają w Japonii długą tradycję. Japońska kronika Nihonshoki wspomina, że na rozkaz cesarza wytatuowano zdrajcę Azumi no Muraji (na twarzy), żeby każdy wiedział, z kim ma do czynienia. Później się to rozpowszechniło, przestępcom w rejonie Chikuzen tatuowano na czole słowo „pies”. W Satsuma kryminalnym dziargano bransoletę powyżej łokcia lewej ręki, a w Nara na bicepsie. W XVIII wieku tatuaż upowszechniły w społeczeństwie właśnie gejsze (oraz prostytutki). Była między nimi zasadnicza różnica, te pierwsze znały się na sztuce, drugie – wiadomo, na czym. Jedne i drugie na przedramieniu lub na wnętrzu dłoni tatuowały sobie imię ulubionego klienta lub kropki na lewym łokciu (ich ilość oznaczała wiek ukochanego). Sam tatuaż w stylu japońskim nosił nazwę „irezumi”, miał on wiele odmian np. irebukuro (teksty sutr buddyjskich tatuowane na plecach). Prawdziwy szał irezumi rozpoczął się w 1751r., kiedy na rynku pojawiła się przetłumaczona z chińskiego książka "Tsuzoku Suikoden Goketsu Hyakuhachinin". Napisali ją Shih-Nai-An i Lo Kuang Chung (jakby ktoś chciał poczytać w oryginale, to podaję tytuł - "Shui Hu Chuan"). Powieść opiewała losy chińskiego Janosika walczącego wraz z grupą bandziorów z wojskami północnej dynastii Sung. Od tej pory każdy chciał mieć na plecach któregoś ze "108 bohaterów Suikoden". Oliwy do ognia dolał tu fakt, że księgę tą ilustrowali wybitni japońscy malarze Katsushika Hokusai i Utagawa Kuniyoshi. Nie od rzeczy będzie tu wspomnieć, że japoński tatuaż różni się od europejskiego. Przede wszystkim jest bardzo bolesny (tatuuje się inną techniką) i długotrwały. Przeciętny tatuaż „maluje się” sto godzin. Ponieważ trzeba go zrobić góra w ciągu dwóch tygodni, często kończy się wysoką gorączką dla klienta. Dlatego też japońska mafia – yakuza traktuje takie stugodzinne tatuaże jako „otokorashisa” (jap. „wykazanie odporności na ból”). Oczywiście podstawą tatuażu dla yaku, nie są scenki rodzajowe z Suikoden, a logo danego gangu, zwane „nakama”. Czasem gejsze robiły sobie tzw. „niewidzialne tatuaże”. Wykonywane za pomocą specjalnego barwnika, ujawniały się jedynie przy podwyższonej temperaturze ciała. W kąpieli, po wypiciu sake i hmm... w trakcie męsko-damskich kontaktów.

Gejsze miały ogromny wpływ na życie społeczne. Często był to wpływ bezpośredni. Będąc żonami czy utrzymankami ludzi będących u steru państwa, odgrywały znaczącą rolę w gospodarce i polityce Japonii. Takie gejsze, jak choćby O-koi-san (oficjalna metresa księcia Katsury Taro) czy Momokichi (kochanka księcia Iwakury) nie tylko nie ukrywały swoich wpływów w rządzie, ale nawet pisały o tym książki. W epoce Meiji (1868-1912) mówiono, że ambitny urzędnik powinien mieć dwa cele w życiu: zostać ministrem i wziąć gejszę za żonę. Jednak nie zawsze gejsza mogła połączyć się z ukochanym. Czasem popełniała samobójstwo samotnie lub z zakochanym w niej mężczyzną. Takie samobójstwa „junshi” stanowiły część świata w którym żyły gejsze. Dla Japończyków gejsza stanowiła wzorcowy wręcz przykład „bijin” (pięknej kobiety), dlatego wielu malarzy i rytowników utrwalało ulotne piękno świata „kwiatów i wierzb”. Na obrazach przedstawiano gejsze w skromnych pozach, grające na shamisen, czytające listy miłosne lub pijące herbatę.

A jak to wygląda dzisiaj? Co robią gejsze w dwudziestym pierwszym wieku? To samo co dawniej. Zabawiają gości swoją sztuką, pełnią rolę gospodarzy na bankietach. Stwarzają atmosferę, w której wszyscy przywitani słowami „okyaku sama” (szanowni goście), wiedzą, że staną się na długie godziny centrum uwagi dla pięknych, inteligentnych kobiet...

Lista 25 nagród do wyboru dla zwycięzców konkursu na najlepszą recenzję. Przypominamy, że pierwszeństwo wyboru nagrody ma zwycięzca. Do boju

Chang Eileen- ostrożnie, pożądanie



Lata czterdzieste XX wieku, Japonia okupuje Chiny i Hongkong. W najbarwniejszym chińskim mieście, Szanghaju, odbywają się zarówno eleganckie przyjęcia lokalnej socjety, jak i spotkania ruchu oporu. Wang Jiazhi, studentka zaangażowana w działalność konspiracyjną, nawiązuje romans z panem Yi, politykiem popierającym rząd okupacyjny. Oboje stają się uczestnikami nie tylko podstępnej gry politycznej, lecz również niebezpiecznej gry uczuć.
Eileen Chang to królowa krótkiej formy. "The New Yorker"
Żadne inne jej opowiadanie nie jest tak okrutne i tak piękne jednocześnie. Ang Lee
Eileen Chang (1920-1995) - pisarka chińska, autorka licznych scenariuszy filmowych. Studiowała literaturę na uniwersytecie w Hongkongu. Już pierwsze książki przyniosły jej olbrzymią popularność. W 1955 roku wyjechała do Stanów Zjednoczonych, gdzie mieszkała i tworzyła do końca życia.


Krajewski Marek, Czubaj Mariusz - Aleja samobójców



Gdańsk, upalne dni czerwca 2006 roku. Spokój panujący w luksusowym domu seniora „Eden” zostaje zburzony na skutek wydarzeń pełnych grozy. W jednym z apartamentów znaleziono zwłoki pensjonariusza na wózku inwalidzkim. Co dziwniejsze mężczyzna jest oskalpowany. Równocześnie z „Edenu” znika inny pensjonariusz. Sprawa trafia na biurko nadkomisarza Jarosława Patera, hazardzisty i krzewiciela poprawności językowej. Dlaczego zwłoki starego mężczyzny zostały okaleczone? Dlaczego ABW niespodziewanie przejmuje śledztwo, odsuwając od sprawy policjantów? Co się stało z zaginionym? Sytuację komplikuje wzajemna niechęć między nadkomisarzem a dyrektorem „Edenu”, doktorem Lieblingiem, oraz traumatyczne wspomnienia Patera. Marek Krajewski znów udowodnił, że jest mistrzem powieści kryminalnej. Jego współpraca z Mariuszem Czubajem, znakomitym znawcą gatunku, zaowocowała powieścią intrygującą, napisaną żywym językiem i świetnie osadzoną w konwencji.


Kay Guy Gavriel - Pieśń dla Arbone



Oparta na kulturze trubadurów, która narodziła się w Prowansji w szczytowym okresie średniowiecza, ta panoramiczna, fascynująca powieść, w przepiękny sposób odmalowuje alternatywną wersję średniowiecznego świata, tego samego, w których rozgrywa się akcja wielu innych powieści Kaya.

Matriarchalna, cywilizowana kraina Arbonne jest rozdarta przez konflikt pomiędzy dwoma najpotężniejszymi książętami, szlachetnym trubadurem Bertranem de Talar i Urte de Miravalem, o od dawna martwą Aelis, ukochaną jednego i żonę drugiego, a niegdyś również jedną z dziedziczek tronu.
Na północy leży militarystyczne Gorhaut, którego mieszkańcy wyznają boga wojny Corannosa i są władani przez zepsutego do szpiku kości króla Ademara. Jego główny doradca, najwyższy kapłąn Corannosa, marzy o wyplenieniu wiary w kobiece bóstwo, którego wyznawcy żyją na południu. Gdy na scenie pojawia się tajemniczy najemnik z Gorhut, Blaise, który wstępuje na służbę u Bertrana i udaremnia zamach na jego życie, a także gdy zostają ujawnione tajemnice dotyczące jego pochodzenia, rozpoczyna krwawe starcie pomiędzy dwoma kulturami.
Kay tworzy barwny świat miłości dworskiej i muzyki, magii i śmierci, który przypomina nasz, lecz jest jednocześnie na tyle odmienny, aby stać się perłą literatury fantasy.


Simmons Dan - Hyperion



Nowe, poprawione, wydanie najsłynniejszej powieści fantastycznej wszechczasów Doskonała, przepiękna edycja w twardej oprawie. W obliczu zbliżającej się nieuchronnie międzygalaktycznej wojny na planetę Hyperion przybywa siedmioro pielgrzymów: Kapłan, Żołnierz, Uczony, Poeta, Kapitan, Detektyw i Konsul. Mają za zadanie dotrzeć do mitycznych grobowców, by znaleźć w nich budzącą grozę istotę. Zna ona jednak, być może, metodę, która pozwoli zapobiec zagładzie całej ludzkości. Każdy z pielgrzymów będzie mógł przedstawić jej swoją prośbę, lecz wysłuchany zostanie tylko jeden. Pozostali będą musieli zginąć. W przygotowaniu kinowa superprodukcja w reżyserii Martina Scorsese Dan Simmons (ur. 4 kwietnia 1948 w Peoria w stanie Illinois) - amerykański pisarz science fiction. Laureat wielu nagród i wyróżnień (m.in. Nagrody Hugo i Nagrody Locusa w 1990 r. za powieść Hyperion).Stopnie naukowe zdobywał w Webash College - licencjat oraz na Uniwersytecie Waszyngtona w St. Louis - stopień magistra w dziedzinie pedagogiki. Od tego czasu, czyli roku 1971, przez kolejne 18 lat pracował jako nauczyciel w szkole podstawowej. Simmons należy do nielicznego grona pisarzy, którzy nie trzymają się jednego ściśle określonego nurtu literackiego, lecz z równą swobodą piszą zarówno książki science fiction, horrory, fantasy, kryminały, jak i powieści historyczne


Roth Philip -Spisek przeciwko Ameryce



Philip Roth od lat diagnozuje Amerykę, wykazując kruchość jej rzekomo fundamentalnej tolerancyjności i demokracji. W swojej wielkiej amerykańskiej trylogii - "Amerykańska sielanka", "Poślubiłam komunistę", "Ludzka skaza" - odmalowuje wielokulturowego molocha społecznego, podatnego na autodestruktywne fobie i mody ideologiczne: lewacki anarchizm, prawicowy despotyzm, rasizm. "Spisek przeciwko Ameryce" wpisuje się właśnie w ten najlepszy nurt pisarstwa wielokrotnego kandydata do literackiego Nobla, godnego następcy wielkich mistrzów prozy zza oceanu. W tej powieści Roth poddaje Amerykę eksperymentowi historii alternatywnej: co by było gdyby w roku 1940, u szczytu szalejącej za Altantykiem gorączki II wojny światowej, Stany Zjednoczone zaraziły się faszyzmem, wybierając na prezydenta nie F.D. Roosevelta, lecz Charlesa Lindbergha - legendarnego awiatora, sympatyzującego (o czym świadczą dołączone do książki dokumenty) z ideologią nazistowską? Z dnia na dzień, na oczach żydowskiego dziecka - narratorem jest tu bowiem mały Philip - bezpieczny świat dobrobytu i miłości bliźniego zmienia się w poligon uprzedzeń, nienawiści i szykan, których główną ofiarą padają Żydzi. "Kwestia żydowska" znajduje znane z historii rozwiązania: izolacja, ostracyzm, obozy koncentracyjne. Cóż, że historia dopisała do tej fantazji happy end? Eksperyment Rotha powiódł się znakomicie.


Oats Joyce Carol - Ostatnie dni



Tom Ostatnie dni, zawierający 11 opowiadań, potwierdza klasę Joyce Carol Oats jako mistrzyni krótkiej formy. Gatunkowo odmienne, od realistycznych po fantastyczne, i osadzone w innych realiach, wszystkie pełne są dramatyzmu i celnych obserwacji, choć wyłania się z nich dość posępny obraz świata. Podziw budzi wyobraźnia, z jaką autorka kreśli sylwetki różnorodnych bohaterów: małej dziewczynki, która jest świadkiem morderstwa; błyskotliwego studenta college'u z wolna pogrążającego się w szaleństwie; dyplomaty, który nie może się otrząsnąć po powrocie z afrykańskiego kraju dotkniętego głodem; amerykańskiej intelektualistki, która tak identyfikuje się z polskością, że zatraca poczucie własnej tożsamości. Wszystkie postaci tchną szczerością i autentyzmem. Autorka bez trudu przekonuje nas, że takie właśnie są. Jej wizja życia staje się naszą wizją.


Picoult Jodi - Czarownice z Salem Falls



Jack St. Bride, nauczyciel w prywatnej szkole dla dziewcząt, nie ma innego wyjścia - musi całkowicie zerwać ze swoim dawnym życiem, które legło gruzach z powodu zakochanej w nim uczennicy. Szukając miejsca, w którym mógłby się ukryć i pogrzebać przeszłość, trafia do sennego miasteczka Salem Falls w Nowej Anglii. Powrót do nauczania nie wchodzi w grę, zostaje więc pomywaczem w małej restauracji należącej do Addie Peabody. Wkrótce między właścicielką a skromnym, bezpretensjonalnym Jackiem rodzi się uczucie. Niestety, w sielskim miasteczku mieszka też czwórka skrywających mroczne tajemnice nastolatek, które obierają sobie Jacka za cel niecnych knowań. Rozpętuje się współczesne polowanie na czarownice i Jack po raz kolejny musi walczyć z wymiarem sprawiedliwości oraz z uprzedzeniami.


MacLeod Ian R. - Dom Burz



Mamy dziewięćdziesiąty dziewiąty rok Wieku Światła. Alice Meynell, wykorzystując wszystkie talenty pięknej kobiety oraz parę innych, bardziej tajemniczych, wywalczyła sobie tytuł arcycechmistrzyni Cechu Telegrafistów. Czyniła to wszystko z myślą o własnym rodzie – jednak jej jedyny syn, Ralph, od dzieciństwa cierpi na suchoty. Nie potrafią ich wyleczyć żadne znane Europie lekarstwa, zaklęcia, ani zabiegi.
W desperacji zawozi go do Invercombe na zachodnim wybrzeżu Anglii. Ma nadzieję, że Ralphowi pomoże ruch i czyste morskie powietrze. Lecz naprawdę pokłada mroczniejszą nadzieję w leżącej nieopodal, na odludziu, znanej niewielu krainie odmieńców: Einfell. Mieszka tam człowiek, który niegdyś ją kochał; teraz potwornie odmieniony przez magię. Alice odwiedza go i dobija targu o życie syna.


Matherson Richard Jestem legendą



Jestem legendą”, jedna z najważniejszych dwudziestowiecznych powieści o wampirach, regularnie pojawia się w pierwszych dziesiątkach przygotowywanych przez krytyków list najlepszych dzieł grozy.

Film na podstawie powieści w kinach w styczniu, w reżyserii Francis Lawrence’a, który reżyserował Constantine’a. Scenariusz Akiva Goldsman, znany twórca scenariuszy m.in. do Kodu da Vinci, Ja, robot, Rekrut, Piekny umysł. W roli głównej Will Smith.

Tę trzecią książkę w dorobku Richarda Mathesona początkowo reklamowano jako fantastykę naukową, ponieważ, mimo iż powstała w 1954, jej akcja rozgrywa się w roku 1976, czyli w przyszłości. Straszliwa zaraza zdziesiątkowała całą ludzkość, a nieszczęśników, którzy ją przeżyli, przemieniła w spragnione krwi stwory nocy. Z wyjątkiem Roberta Neville’a, który jako jedyny wydaje się odporny na działanie choroby. O ironio, teraz to on jest outsiderem, legendarnym potworem, którego trzeba zniszczyć, bo różni się od wszystkich.

Matheson, piszący w surowym, niemal dokumentalnym stylu, był jednym z pierwszych autorów, którzy potrafili przekonać czytelnika, że nieumarli mogą się czaić nie tylko w odległym gotyckim zamku, ale i w chłodni miejscowego supermarketu. Wypływ, jaki wywarł na całe pokolenie autorów bestsellerów, w tym Stephena Kinga i Deana Koontza, którzy czytali go we wczesnej młodości, można określić mianem, coż… legendarnego.


Dukaj Jacek - Lód



Akcja najnowszej powieści Jacka Dukaja toczy się w alternatywnej rzeczywistości, gdzie I wojna światowa nigdy nie wybuchła, jest rok 1924, a Królestwo Polskie wciąż zamrożone jest pod władzą cara i w Belle Epoque. Warszawę skuwa lód ? w środku lata burze śnieżne zasypują drogi. Lute, nieziemskie anioły Mrozu, spacerują ulicami miast, zamrażając prawdę i fałsz? Benedykt Gierosławski, zdolny matematyk, ale i niepoprawny hazardzista, na zlecenie carskiego Ministerstwa Zimy zostaje wysłany Ekspresem Transsyberyjskim do skutego lodem Irkucka, skąd ma wyruszyć na poszukiwanie swojego ojca, podobno potrafiącego porozumiewać się z aniołami mrozu ? lutymi. Tysiąc rubli gotówką wydobyłby Benedykta z długów, ale czy misja nie jest przypadkiem zbyt niebezpieczna? Szybko okazuje się, że dla Benedykta będzie to podróż, która odmieni jego życie?

Fabuła Lodu wprost skrzy się od zapierających dech w piersiach zwrotów akcji, intryg politycznych, miłosnych, kryminalnych i gospodarczych, naukowych i metafizycznych; wypełniona fascynującymi postaciami, z akcją rozpiętą między brudnymi oficynami carskiej Warszawy, luksusami Ekspresu Transsyberyjskiego na tle lodowej Azji, irkuckimi salonami bogatego mieszczaństwa polskiego, a także podniebnym pałacem generała-gubernatora ? jest powieścią, na jaką czekali wszyscy miłośnicy prawdziwej przygody, inteligentnej, pobudzającej intelekt i wyobraźnię, zmieniającej nasz pogląd na rzeczywistość.

To opowieść o Historji, czyli o tym, co nie istnieje. To kolejny literacki majstersztyk Jacka Dukaja, dzięki któremu czytelnicy będą mogli poznać nie tylko fascynującą, mrożącą krew w żyłach "inną możliwą" historię świata, ale również będą mieli okazję wraz z bohaterem powieści odbyć niezwykłą podróż ekspresem transsyberyjskim i stanąć oko w oko z Innym.

Jacek Dukaj znowu udowadnia, że w fantastyce wciąż nie powiedziano ostatniego słowa.


Orhan Pamuk - Nowe życie



"Przeczytałem tę książkę pewnego dnia i całe moje życie zmieniło się" - to zdanie wypowiedziane przez głównego bohatera, młodego studenta o imieniu Osman, rozpoczyna powieść Orhana Pamuka "Nowe życie". Przeczytana książka, czy raczej obsesja na jej punkcie, każe mu udać się w niebezpieczną podróż, w której towarzyszyć mu będzie zagadkowa i piękna kobieta, Canan. Szukając najgłębiej skrywanych tajemnic książki, a przy okazji także ukochanego Canan, dwójka podróżników wpadnie w wir sensacyjnych przygód. Staną w obliczu morderstwa, spisków i tajemnych stowarzyszeń. Pod wpływem tej wyprawy zmieni się nie tylko życie Osmana, zmieni się sam Osman. Bo ta wyprawa to także psychologiczna podróż w głąb samego siebie.

Nowe życie łączy tradycję powieści drogi z wątkami mitycznymi oraz sprawnie napisanym thrillerem, pełnym suspensów i zagadek. To najbardziej postmodernistyczna z wszystkich powieści Pamuka, wyrosła z klimatu fikcji Borgesa. Jednocześnie jest to książka, w której powracają znane już polskim czytelnikom Pamukowe tematy i problemy, zwłaszcza ten, który dotyczy konfliktu między Wschodem a Zachodem.


Ian McEwan - Pokuta



W pewien upalny ranek 1935 roku trzynastoletnia Briony Tallis jest przypadkowym świadkiem sceny miłosnej pomiędzy młodym Robbinem a swoją starszą siostrą. Wyobraźnia dziewczynki podsuwa jej różne interpretacje tego wydarzenia, co prowadzi do tragedii. Następuje rozkład rodziny, a niewinny człowiek trafia do więzienia. Wybucha wojna. Briony zostaje pielęgniarką, stawia pierwsze kroki jako pisarka. Zdaje sobie sprawę z wyrządzonego przez siebie zła. Pisarstwo staje się jej pokutą, a kolejne wersje opowieści coraz bardziej przybliżają ją do prawdy owych kilku upalnych dni. Ale czy w tym wypadku pokuta może oznaczać odkupienie?


Xinran Xue - Dobre kobiety z Chin. Głosy z ukrycia



Inspiracją do napisania Dobrych kobiet z Chin była dla Xue Xinran wypowiedź cudzoziemca, który zapytany, co wie na temat sytuacji kobiet w społeczeństwie chińskim, stwierdził, że panuje w nim równość. Autorka postanowiła pokazać, że Chiny to nie tylko herbata, jedwab i "rewolucja kulturalna". A poza znanymi faktami ze społecznego i politycznego życia tego kraju istnieją jeszcze sprawy nieopisane i nieznane, dotyczące życia rodzinnego i seksualnego. Książka Xinran jest wynikiem jej długoletniego doświadczenia reporterskiego oraz rozmów, które przeprowadziła z setkami kobiet. Autorka uważnie śledzi zmiany, jakie dokonały się w sytuacji Chinek na przestrzeni dziejów. Zestawia losy matek, córek i wnuczek. W przejmujący sposób kreśli sylwetkę samobójczyni pojmującej miłość jako "obrazę moralności", dziewczyny molestowanej przez ojca oraz tragedię młodych kobiet gwałconych przez hunwejbinów w ramach "szkolenia". W te wszystkie historie wplata osobisty wątek, opisując własne doświadczenia z pracy w rozgłośni państwowej.

Xinran poprzez silne i niezwykle interesujące bohaterki pokazuje niezapomniany obraz dawnego i obecnego życia chińskich kobiet.
"The Limes"

Xinran jest pełna współczucia, ale nie sentymentalizmu, co sprawia, że nie można się oderwać od tych niezwykłych historii.
"Daily Mail"


Kapuściński Ryszard - Dałem głos ubogim



"Istnieje polskie przysłowie: Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Sprawdziło się ono w przypadku Ryszarda - zarówno Jego pierwsza podróż przed 50 laty, jak i ta ostatnia wiodły przez Rzym. [...] W październiku 2006 roku ponownie odwiedził Włochy. Wtedy właśnie spotkał się z młodzieżą w Bolzano i to było - jak mówił - jedno z najwspanialszych spotkań w jego życiu". Ze Wstępu Alicji Kapuścińskiej

Książka ta jest m.in. zapisem ostatniego spotkania Ryszarda Kapuścińskiego ze studentami Uniwersytetu w Bolzano. Czytelnik odnajdzie w niej niepowtarzalną atmosferę rozmowy z autorem Hebanu i Imperium. Książka zwiera także jego wykład pt. Zrozumieć Innego, by ocalić świat i znakomitą biografię pióra dwóch włoskich dziennikarzy.


Jay Rubin - Haruki Murakami i muzyka słów



Jako młody człowiek Haruki Murakami prowadził klub jazzowy Peter Cat w Tokio, a po pracy pisał powieści. W jego każdej książce między słowami można usłyszeć muzykę. Murakami kocha muzykę każdego rodzaju - jazz, klasykę, folk, rock - w domu ma ponad sześć tysięcy płyt. Jego kariera rozpoczęła się wraz z wydaniem pierwszej powieści, jednak prawdziwy światowy sukces przyniosła mu książka Norwegian Wood (1987). Uciekając przed popularnością, szukał anonimowości w Europie, a następnie w Ameryce. Zerwał ze stereotypem samoniszczącego się pisarza, rzucił palenie i zaczął biegać na długie dystanse, a surrealistyczne poczucie humoru pozwala mu utrzymać dystans do samego siebie.


Siergiej Łukjanienko - Brudnopis



Dwudziestokilkuletni Kirył Maksymow, manager w firmie komputerowej, właściciel skromnej kawalerki i psa wraca pewnego dnia do domu i zastaje tam nieznajomą kobietę. Przekonany, że to złodziejka wzywa milicję, woła sąsiadów na świadków ale cała sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana - okazuje się, że Natalia Iwanowa jest nie tylko zameldowana w tym mieszkaniu - i to od 3 lat! - ale ma również dokumenty potwierdzające prawo własności. Więcej! Mieszkanie Kiryła wygląda jak po remoncie - zmieniona glazura, terakota, meble, kolor ścian. Ba! Nawet pies nie poznaje swojego pana! Kiryłowi nie pozostaje nic innego jak wycofać się z pola boju i już w mieszkaniu rodziców (chwilowo przebywających na wakacjach) zastanowić nad możliwością odzyskania podstępnie odebranego lokum.
Następnego dnia zdeterminowany bohater rozpoczyna biurokratyczną wycieczkę po urzędach - ma nadzieję, że znajdzie jakiś dokument potwierdzający jego prawo do mieszkania. Niestety, czeka go gorzkie rozczarowanie - wszędzie, i w administracji, i u notariusza jako właściciel mieszkania figuruje Natalia Iwanowa. Tknięty złym przeczuciem Kirył zaczyna sprawdzać swoje dokumenty w innych miejscach - u operatora telefonu komórkowego, w banku, w przychodni. Efekt przerasta jego najśmielsze oczekiwania - wszędzie widnieje nazwisko obywatelki Iwanowej! Wygląda na to, że nieznani sprawcy wzięli się za sprawę na poważnie i dla większej pewności "wykasowali" Kiryła Maksymowa z biurokratycznej rzeczywistości.
Kompletnie zdezorientowany Kirył dzwoni do pracy, żeby usprawiedliwić nieobecność - i tutaj również czeka go przykra niespodzianka - bezpośredni zwierzchnicy nie poznają go po głosie, nie kojarzą jego nazwiska i w ogóle pierwszy raz słyszą o jego istnieniu!
Sytuacja przedstawia się coraz gorzej i coraz bardziej surrealistycznie. Pozbawiony psa, domu, pracy, telefonu, wszelkich biurokratycznych dowodów swego istnienia, Kirył zaczyna tracić również przyjaciół i bliskich. Przelotni znajomi w ogóle go nie poznają, serdeczni przyjaciele z trudem przypominają sobie, kim jest, nawet przebywający na urlopie rodzice mają problemy z identyfikacją rozmówcy.
Wygląda to tak, jakby z jakichś sobie tylko znanych powodów sama rzeczywistość zaczęła wypierać Kiryła Maksymowa i kasować jego dane.
Łukjanienko okazuje się być pisarzem nie tylko oryginalnym i sugestywnym, ale również niekonwencjonalnym i wszechstronnym - tworzy filozoficzne opery kosmiczne, fantasy alternatywną, urban fantasy z pogranicza horroru, powieści s-f z odcieniem kryminalnym, science fiction o zacięciu moralizatorsko-refleksyjnym, a także cyberpunk z minimalną ilością komputerowych gadżetów. Jego książki są tłumaczone na włoski, angielski i niemiecki, na motywach powieści powstają gry komputerowe, oraz, rzecz jasna, kolejne ekranizacje.


Władysław Bartoszewski, Michał Komar - Mimo wszystko. Wywiadu rzeki księga druga



Dopełnienie bestsellerowego wywiadu rzeki z prof. Władysławem Bartoszewskim (ur. 1922). Odpowiadając na rozbudowane pytania Michała Komara, Profesor opowiada szerzej o kwestiach, którymi interesował się przez całe życie, m.in. o skomplikowanych stosunkach polsko-niemieckich i polsko-żydowskich. Komentuje doświadczenia osobiste, snuje refleksje na najważniejsze tematy, o odwadze, osądzaniu innych, przyjaźni, uczciwości czy ludzkiej przyzwoitości. Książka dokumentuje też dorobek Profesora jako dziennikarza, polityka i pedagoga. Na dodanej płycie CD znajdują się najbardziej niezwykłe, prywatne wyznania Władysława Bartoszewskiego


Terry Pratchett - Straż nocna



Komendant Sam Vimes ze Straży Miejskiej Ankh-Morpork miał wszystko.Ale teraz wrócił do swojej własnej, twardej i ostrej przeszłości, pozbawiony nawet ubrania, które miał na sobie, gdy uderzyła błyskawica.
Życie w przeszłości jest trudne. Śmierć w przeszłości jest niezwykle łatwa. Musi jednak przeżyć, by wykonać swoją robotę. Ma wyśledzić mordercę, nauczyć swoje młodsze ja, jak być dobrym gliną, i zmienić rezultat krwawej rewolucji. Jest też pewien problem: jeśli wygra, straci żonę, straci dziecko, straci przyszłość.
Dyskowa "Opowieść o jednym mieście", z pełnym zespołem ulicznych urwisów, dam negocjowalnego afektu, rebeliantów, tajnej policji i innych dzieci rewolucji.
Prawda! Sprawiedliwość! Wolność!
I Jajko Na Twardo!


Cormac McCarthy - Droga



Ostatnie chwile naszej planety. Ostatni ludzie krwiożercze bestie. Ostatnie ślady naszej cywilizacji puszka coca-coli i strzępy starych gazet. Piekło apokalipsy spełnionej w uhonorowanej Nagrodą Pulitzera powieści Cormaca McCarthy'ego. Tę książkę czyta się ze ściśniętym gardłem i pełnym przerażenia zachwytem...

W przyszłości, która może zdarzyć się jutro lub za tysiąc lat, nastąpił straszliwy kataklizm, który zniszczył naszą cywilizację i większość życia na Ziemi. Wszędzie zgliszcza i ciemność. Kamienie pękają od mrozu. Ani jednego ptaka, ani jednego zwierzęcia, gdzieniegdzie tylko bandy zdziczałych kanibali. Na tle martwego pejzażu dwie ruchome figurki to ojciec i syn przemierzają zniszczoną planetę. Przed nimi pełna niebezpieczeństw droga w nieznane, wokół nich świat umarłej nadziei, rozpaczy, strachu, a w nich wciąż tląca się miłość...


Zbigniew Herbert - Wiersze wybrane



Najobszerniejszy wybór poezji Herberta zawierający chronologiczny układ twórczości autora, począwszy od tomu Struna światła (1956) po Epilog burzy (1998). Wiersze wybrane są niezastąpionym przewodnikiem dla czytelników poezji, jak również nieocenioną pomocą dydaktyczną dla nauczycieli. Zawierają rozproszone utwory ( w tym sześć dotychczas niepublikowanych wierszy) oraz ważne autokomentarze pisarza.


Richard Dawkins - Bóg urojony



Magazyn "Discover" nazwał niedawno Richarda Dawkinsa "rottweilerem Darwina", w uznaniu jego bezpardonowej, a przy tym przekonującej obrony teorii ewolucji. Dla "Prospect" Dawkins jest jednym z trzech najwybitniejszych współczesnych intelektualistów znanych szerokiej publiczności (pozostali dwaj to Umberto Eco i Noam Chomsky). W "Bogu urojonym" Dawkins nie pisze (przynajmniej nie bezpośrednio) o biologii. "Bohaterem" jego książki jest religia i relacje między nauką a religią. Dawkins z całą mocą swojej wiedzy, talentu i intelektu wprost i bezpośrednio odrzuca religię i wszelkie jej roszczenia. Zaczyna od tego, że ukazuje fałsz założeń logicznych wierzeń religijnych, a potem - między innymi - pisze o ewolucyjnych korzeniach teizmu. Dawkins nie oszczędza bogów we wszelkich ich postaciach - kieruje ostrze swej krytyki zarówno przeciw cierpiącemu na obsesję seksualną krwawemu tyranowi Starego Testamentu, jak i przeciw znacznie łagodniejszemu (acz wciąż nielogicznemu) "Boskiemu Zegarmistrzowi", "odkryciu" oświeceniowych myślicieli. Rozpoczyna swą krytykę od logicznej wiwisekcji najczęściej przywoływanych argumentów za istnieniem Boga i na ich podstawie wykazuje, że jakakolwiek Istota Najwyższa jest bytem w najwyższym stopniu nieprawdopodobnym. W kolejnych rozdziałach możemy przeczytać o tym, w jaki sposób religia - a raczej wszelkie religie (rozróżnienie między krzyżem, gwiazdą Dawida a półksiężycem ma dla Dawkinsa znaczenie drugorzędne) staje się obfitą pożywką dla wojen, niewyczerpanym źródłem bigoterii i dyskryminacji oraz narzędziem upośledzenia dzieci. Fascynującą lekturę stanowią rozdziały, w których Dawkins - tym razem jako biolog - poddaje miażdżącej krytyce dorobek nowych kreacjonistów, czyli (pseudo)naukowe ataki na ewolucjonizm.
Wniosek Dawkinsa jest jednoznaczny - religia (której kreacjonizm i różne teorie "inteligentnego projektu" są nieodrodnymi dziećmi) jest nie tylko nielogiczna. Jest szkodliwa, czasem wręcz śmiertelnie niebezpieczna, a obowiązkiem uczonego i humanisty jest zwrócić na ten fakt uwagę. Religie dość już narobiły zła, konkluduje Richard Dawkins, pora by wreszcie nauka zajęła należne jej miejsce.


Beata Pawlikowska - Blondynka na Kubie



Na tropach prawdy i Ernesta Che Guevary - Beata Pawlikowska. O Kubie, Fidelu Castro i słynnym Che krążą legendy, a Beata Pawlikowska wyrusza ich śladem, poznając na własnej skórze prawdziwy smak tropikalnej wyspy i obserwując, jak życie zmienia wspaniałe rewolucyjne ideały.


Kevin J. Anderson, Brian Herbert - Diuna. Dżihad Butleriański



Trwający setki lat bój ludzi z myślącymi maszynami wkracza w ostatnie stadium. Omnius - demoniczny komputerowy wszechumysł - oraz służący mu Tytani i roboty z Zsynchronizowanych Światów nieubłaganie zyskują przewagę, wykorzystując wady rodzaju ludzkiego. Ostatnią nadzieją mieszkańców Ligi Szlachetnych i Niezrzeszonych Planet są wojskowy przywódca Xavier Harkonnen, jego narzeczona Serena Butler i błyskotliwy naukowiec Tio Holtzman. Brutalnej sile maszyn ludzie mogą przeciwstawić jedynie swą nieograniczoną wyobraźnię, dar współczucia, wrodzony geniusz oraz niegasnące nadzieję i miłość. To musi wystarczyć. Tymczasem na odległej, niemal zapomnianej planecie Arrakis kupcy odkrywają dobrodziejstwo nieznanej przyprawy - melanżu... Edycja bogato ilustrowana niezwykłymi grafikami Wojciecha Siudmaka.

BRIAN HERBERT (ur. 1947) to najstarszy syn Franka Herberta, pisarz znany głównie jako kontynuator "Kronik Diuny". Z jego powieści polski czytelnik zna Ród Atrydów, Ród Harkonnenów i Ród Korrinów (wraz z Kevinem J. Andersonem). Jest też autorem biografii Franka Herberta Dreamer of Dune.

KEVIN J. ANDERSON (ur. 1962) zasłynął powieściami osadzonymi w świecie Gwiezdnych wojen i cyklem Z archiwum X. Jego Budowniczowie nieskończoności (wraz z Dougiem Beasonem) byli w roku 1993 nominowani do nagrody Nebula.

Obaj autorzy kontynuują sagę Franka Herberta o Diunie. Napisali trylogie "Preludium do Diuny" i "Legendy Diuny" oraz dwutomowe zakończenie oryginalnego cyklu: Hunters of Dune i Sandworms of Dune .


Simmons Dan - Terror



Maj roku 1845. Kierowana przez sir Johna Franklina ekspedycja wyrusza na statkach Erebus i Terror ku północnym wybrzeżom Kanady na poszukiwanie Przejścia Północno-Zachodniego. 129 oficerów i marynarzy wie, że czeka ich wiele miesięcy trudów, siarczystego mrozu, głodu, walki z lodem, śniegiem, huraganowymi wiatrami, zwątpieniem i chorobami. Nie mylą się. Spotyka ich to wszystko, a także coś jeszcze. Coś niewyobrażalnie gorszego. Coś, co czai się w arktycznej pustce, śledzi każdy ich ruch, karmi się lękiem i przerażeniem. Coś, przed czym uciec można tylko w objęcia śmierci.

Dan Simmons, autor m.in. bestsellerowej powieści "Hyperion", szczegółowo odtwarza przebieg jednej z najbardziej zagadkowych i tragicznych wypraw w historii badań polarnych. "Terror" to fascynująca opowieść o determinacji, bohaterstwie i pragnieniu sławy, o heroizmie i podłości, o grozie czyhającej na każdym kroku, narastającej z każdym oddechem i uderzeniem serca.

Wybuchowa mieszanka realizmu historycznego, powieści gotyckiej i starożytnej mitologii.
Washington Post

Ta wielowątkowa opowieść z pewnością znajdzie mnóstwo oddanych czytelników.
Publishers Weekly


Khaled Hosseini - Chłopiec z latawcem



Światowy bestseller sprzedany w 8 milionach egzemplarzy i zekranizowany przez twórcę Marzyciela. Ta książka zdobyła fenomenalną popularność na całym świecie. To historia niezwykłej przyjaźni, podłej zdrady i wyrzutów sumienia, które zaciążyły na całym życiu bohatera.

Amir jest synem prominentnego biznesmena z Kabulu, Hassan - synem jego służącego. Obu chłopców łączy wielka przyjaźń - aż do dnia gdy Amir popełnia podłość...
Tego dnia ich drogi się rozchodzą, lecz wspomnienie o przyjacielu, którego zawiódł, nie opuści Amira przez następne lata. Czas spędzony z dala od Afganistanu - studia w Kalifornii, małżeństwo, sukces literacki - nie zatrze wstydu i poczucia winy. Nie uciszy wyrzutów sumienia.
Niespodziewany telefon wzywający do Peszawaru jest jak głos z przeszłości, od której nie można uciec. A przecież Amir zawsze wiedział, że kiedyś będzie musiał wrócić do kraju dzieciństwa, by odnaleźć jedyną rzecz, jakiej nie znalazł w swoim nowym świecie: nadzieję na odkupienie. Na zmazanie grzechu tchórzostwa i zdrady. Na wybaczenie samemu sobie.

Tłem tej głęboko poruszającej opowieści jest dramatyczna historia Afganistanu, od upadku monarchii do talibańskiego reżimu. Powieść Khaleda Hosseiniego - afgańskiego pisarza mieszkającego w USA - jest największą światową sensacją wydawniczą ostatnich lat. Przełożona na 42 języki i sprzedana w 8 milionach egzemplarzy od 2005 roku nieustannie króluje na międzynarodowych listach bestsellerów. Przez 50 tygodni zajmowała na nich 1 miejsce. W 2007 roku zekranizował ją Marc Forster, twórca Marzyciela i nagrodzonego Oscarem Czekając na wyrok.

ale przyznaje że bardzo mi się podobała, choć momentami było zbyt naiwnie i słodko. może właśnie dlatego, że główni bohaterowie to nie wdzięczne skowronki a la Romeo i Julia, tylko ludzie egoistyczni i okrutni. i może dzięki temu bardziej realistyczni
W tej powieści trzeba zwrócić uwagę na dwa pokolenia, których wyznacznikiem mogą być dwie Katarzyny: matka i córka. Pierwsze pokolenie o ile spojrzymy choćby na koncepcję miłości to jest to pokolenie 'nie ludzi' to są raczej siły które do siebie nawzajem ciągną lub odpychają potężne namiętności. Namiętności na tyle silne, że nie mieszczą się ani w żadnych normach moralnych a dodatkowo nic sobie nie robią z ograniczeń życia i śmierci... Ocierają sie o jakieś mistyczne kategorie pojmowania uczuć. 'Ludzkie' pojęcie uczuć pojawia się dopiero w drugim pokoleniu. Mamy tam życie codzienne, dzieci, łatwiej nam zrozumieć i wczuć się w to, czego doświadczają.

* "Król szczurów" James Clavell
Rok 1945. W japońskim więzieniu koło Singapuru przebywa kilkanaście tysięcy alianckich jeńców wojennych. Amerykański kapral nazywany przez współwięźniów Królem jako jedyny nie akceptuje twardych realiów obozowego życia, starając się żyć jak człowiek wolny. Nie brakuje mu niczego. Znienawidzony przez towarzyszy niedoli, dzięki osobistemu sprytowi, inteligencji i odwadze wykorzystuje każdą sposobność, by powiększyć zakres swojej władzy nad własnymi oficerami, jak też ich japońskimi ciemiężycielami.
Książka szalenie wciągająca. Dla polskiego czytelnika może być zaskakująca: pokazuje obozy nie od strony cierpienia tylko ‘normalnego życia’. Można ją śmiało określić jako powieść psychologiczną: kolejny raz ukazuje smutną prawde o tym, że ludzie z reguły są ‘ludzcy’ tylko w normalnych warunkach. Sytuacja kryzysowa wyciąga na światło dzienne wszystkie ciemne strony naszego człowieczeństwa (lub braku człowieczeństwa...)
Polecam gorąco. Treść i przesłanie na długo zapada w pamięć.

* "Psie serce" Bułhakow.
Satyryczna, pełna gorzkiego humoru powieść Michała Bułhakowa. Autor opisuje w niej niezwykły eksperyment znanego moskiewskiego uczonego, który wszczepił psu ludzką przysadkę mózgową. Niespodziewanie okazało się, że, ku swej hańbie i rozpaczy, przemienił sympatyczne zwierzę w aroganckiego prostaka, złodzieja, alkoholika, łotra bez skrupułów, czyli osobnika równie odrażającego, jak dawca przysadki. Ta nieudana metamorfoza ilustruje pogląd pisarza, że nie wolno ingerować bezkarnie w prawa natury, gdyż może się to obrócić przeciwko eksperymentatorom. Ewolucja, a nie rewolucja (w najszerszym rozumieniu tego słowa), jest jedyną drogą do uszlachetnienia gatunku ludzkiego.
Świetnie się bawiłam czytając tę książkę. Humor i poziom zabawy z kategorią absurdu, którą zabarwiono powieść jest wprost wyborny Dodatkowo, biorąc pod uwagę fakt, że żyjemy w czasach niezwykle silnej (a może coraz silniejszej? ) ingerencji człowieka w naturę tematyka przedstawiona przez Bułhakowa w latach 30’ XX wieku nadal jest aktualna. Książka w zawoalowany sposób stawia czytelnikowi ambitne pytania, jednak traktując czytelnika z należnym szacunkiem nie podejmuje się trudu odpowiedzi na nie.

* "Pani Dalloway" V. Woolf
Akcja Pani Dalloway rozgrywa się w ciągu zaledwie jednego czerwcowego dnia 1923 roku w Londynie. Na pozór niewiele się tu dzieje: tytułowa bohaterka przechadza się
po mieście, spotyka parę nieznajomych, przygotowuje wieczorne przyjęcie, odwiedza ją mężczyzna, którego kiedyś kochała. W istocie jednak powieść jest istnym
kłębowiskiem uczuć i namiętności. Dzięki zastosowanej przez autorkę technice strumienia świadomości czytelnik nie tylko obserwuje świat z perspektywy kilku bohaterów,
lecz także towarzyszy ich myślom i emocjom, odkrywając, co naprawdę czai się za fasadą ładu, harmonii i rodzinnego szczęścia.
Pani Dalloway zainspirowała powieść i film „Godziny
Polecam bardzo gorąco choćby dlatego, że jest to powieść niczym prawdziwy kamień milowy. Nie dość, że kobiety ‘odważyły’ się pisać w swoim imieniu to jeszcze używając techniki strumienia podświadomości opisują własne uczucia i swoje spojrzenie na świat.

* "Doktor Żywago" Pasternak
Doktor Żywago (1957), powieść Borysa Pasternaka o losie inteligenta konfrontowanego z historią i rewolucją. Pisarz wyraża sprzeciw wobec ideologii, która nie traktuje człowieka jako najwyższego dobra. Jurij Andriejewicz Żywago, wywodzący się z rodziny przemysłowców, który wkracza w dojrzałe życie u progu I wojny światowej, potem jest świadkiem rewolucji, wojny domowej i stalinowskich prześladowań, nie odznacza się czymś szczególnym. Nie urodził się na bohatera, jest po prostu zwykłym, przyzwoitym człowiekiem. Rewolucja jednak odciska na nim swoje piętno. Akcja powieści toczy się między 1903 a 1929 roku, jej epilog podczas II wojny światowej. Główni bohaterowie siłą rzeczy wplątani są w wir wypadków historycznych — Pasternak dowodzi, iż jednostka wobec historii pozostaje bezbronna, ale może też zyskać wielki format moralny. Jura jest poetą i lekarzem. Nie chce zmieniać świata, ale pragnie żyć przyzwoicie, kochać i chwytać szczęście. Jego losy na pierwszy rzut oka nie zawierają jakiegoś szczególnego przesłania. A jednak w tej powieści, utrzymanej w ryzach XIX-wiecznej sztuki opowiadania, nietrudno doszukać się morału: pisarz zabiega o uznanie prawa do inności, do autonomii jednostki, do pozostania na uboczu wielkich zawieruch dziejowych bez obowiązku dokonywania wyboru. Tak czyni właśnie Jura, który nie akceptuje rzeczywistości przedrewolucyjnej, odrzuca wyzysk i niesprawiedliwość, a potem dystansuje się od natchnionych rewolucjonistów i fanatycznych kontrrewolucjonistów.
'Książka jest wielkim epickim a zarazem poetyckim freskiem, ukazującym rewolucję przez pryzmat losów pojedynczego człowieka, protestem przeciw niszczeniu wszystkiego, co w nim indywidualne, wolne i twórcze. Realistyczny opis łączy się z impresyjną wizją rewolucji jako żywiołu, który Pasternaka jednocześnie fascynuje i przeraża.'

* "Traktat o łuskaniu fasoli" Myśliwski.
Bohater "Traktatu..." w monologu skierowanym do tajemniczego przybysza podczas jednego dnia spędzonego na wspólnym łuskaniu fasoli dokonuje bilansu całego życia. Opisuje traumatyczne przeżycia z czasów wojny, okres młodzieńczych złudzeń i pasji, lata "nauki i wędrówki", poszukiwanie zarobku na obczyźnie, wreszcie - powrót do kraju. Misternie skonstruowana, przeplatająca perspektywy czasowe powieść jest próbą przeniknięcia ukrytych sensów ludzkiego losu. Autor usiłuje odkryć relacje pomiędzy przypadkiem i przeznaczeniem, istnieniem autentycznym i pozornym, zwykłym życiem i szaleństwem.
"Traktat o łuskaniu fasoli" to wielka powieść metafizyczna. Mistrzostwo Myśliwskiego polega na tym, że drążąc Tajemnicę, nie szuka on łatwych rozwiązań ani pocieszenia. Nakazuje ponawiać najważniejsze pytania z odwagą i pełną świadomością, że na wiele z nich nie otrzymamy odpowiedzi.
Myśliwski wykłada nam wielkie prawdy o życiu, świecie, człowieku. W jego ustach jednak nie brzmią one jak truizmy. Nie narzuca ich, nie jest napastliwy, daje swobodę, prawo do myślenia. Język, jakim się posługuje, jest prosty, szczery i naturalny. Forma monologu, swego rodzaju gawędy, jaką przybiera ten niezwykły traktat, zawiera w sobie momenty ciszy – są to pauzy, które możemy, jeśli tylko zechcemy, wypełnić własnymi myślami, odpowiedziami, pytaniami, wątpliwościami... Dlatego właśnie, kiedy gospodarz rzuca od niechcenia retoryczne pytanie: „I co, warto było przychodzić?”* - można z czystym sumieniem odpowiedzieć: Warto...

Musze przyznać, że zaskoczyła mnie ta powieść. Pozytywnie, bardzo pozytywnie. Tyle wokół niej szumu medialnego, ze spodziewałam się, ze to znów szum ‘na wyrost’, a tutaj miłe zaskoczenie. Przede wszystkim powieść ujęła mnie swoja prostotą. Myśliwski oczarował operowaniem słowem i to jednocześnie na dwóch poziomach: słowa ‘mówionego’ i pisanego. Podczas monologu odpowiada na pytania które nie zapadły, odgaduje... A to może świadczyć tylko o jednym: autor nauczył się dość dobrze sztuki życia i sztuki rozmowy i bycia z drugim człowiekiem. Zachęcam do przeczytania – od mądrych zawsze warto się uczyć...

* "Rzeźnia nr 5" Vonnegut. (po raz któryś z kolei a i tak jeszcze pewnie do niej wrócę...)
"Rzeźnia nr 5" - osobliwe połączenie prozy psychologicznej, satyry społecznej i science fiction. Bohaterem jest pewien optyk, przeciętny Amerykanin, który nie potrafi wyzwolić się od wspomnienia nalotu na Drezno w 1945 roku, którego był świadkiem. Podobnie jak inni jeńcy alianccy Billy Pilgrim (pielgrzym) został zamknięty w ogromnej rzeźni... Wstrząsające przeżycie sprawia, że od tej pory bohater filmu próbuje uciec od rzeczywistości - to we wspomnienia, to w marzenia o utopii, jaka panuje na dalekiej planecie Trafalmador.
Powieść Vonneguta interpretowano na wiele sposobów. Dla jednych była to prorocza przepowiednia kierunku, w jakim podąży kultura masowa, dla innych satyra na amerykański styl życia, ów wyścig szczurów, któremu Pilgrim, a i pokaźna grupa jego rówieśników, nie potrafi sprostać. Nie bez znaczenia był też aspekt pacyfistyczny - przywołanie bezsensownego okrutnego nalotu, który zrównał z ziemią zabytkowe miasto, w chwili gdy trwała wojna w Wietnamie, miało wymowę jednoznaczną.
Vonnegut zachwyca mnie szczególnie swoją narracją: bardzo ironiczną, synkretyczną pod względem gatunków literackich, gdzieś w połowie drugim pomiędzy realnością a fikcją. Polecam!

* "Pożegnanie z bronią" Hemingway.
"Pożegnanie z bronią" tkwiło korzeniami we własnych doświadczeniach autora, wyniesionych z parotygodniowej zaledwie służby w Amerykańskim Czerwonym Krzyżu, na froncie włosko-austriackim, w końcowej fazie I wojny światowej. Tych frontowych doświadczeń nie zebrał więc pisarz w nadmiarze, toteż w wywiadach prasowych i w odczytach publicznych podbarwiał je młodzieńczą fantazją, a zdarzało się, że i po prostu wyolbrzymiał. Natomiast w powieści, z dystansu dziesięciu intensywnie przeżytych lat, spojrzał na wojnę dojrzałym i wolnym od wszelkiej egzaltacji okiem, wykorzystał w swym utworze wszystko, czego się na wojnie dowiedział, co obejrzał i co zasłyszał od współtowarzyszy broni, tworząc z "Pożegnania z bronią" jedno z klasycznych dzieł światowej literatury batalistycznej, a mówiąc ściślej - jej szczególnego nurtu, zwanego pacyfistycznym, odsłaniającego bezmyślne okrucieństwo i bezsensowny tragizm masowego uśmiercania ludzi. A zarazem "Pożegnanie z bronią" jest jedną z najpiękniejszych - i najsmutniejszych - powieści miłosnych w literaturze wieku XX; o tej wartości utworu Hemingwaya zadecydowała gorycz jego osobistych miłosnych dramatów, przetworzona przez jego niepospolity talent w dzieło sztuki pisarskiej najwyższej klasy. Dzieło żywe i przejmujące po z górą siedemdziesięciu latach od chwili swego powstania.
Na uwagę zasługuję realizm narracji: jak coś jest potworne na wojnie to dokładnie tak drastycznie zostanie opisane, jak relacje międzyludzkie sięgają dna To też z odwagą zostaje to przedstawione. Zakończenie jak dla mnie nieco zaskakujące.

Na prośbę autora publikujemy na forum jego list do redakcji bez skrótów jakie były konieczne w numerze.
pozdrawiam
mtforum

"Do Redakcji
„Zawsze takie Rzeczpospolite będą, jakie ich młodzieży chowanie”.
Wielokrotnie byłem i jestem zaskakiwany różnymi niedopatrzeniami w publikatorach. Sam też mam „dorobek” w tym temacie. Ale niedopatrzenie szefostwa redakcji „Młodego Technika” w kalendarium „Artyleria argument siły (MT nr 11, 2006 r.) osiągnęło pułap kosmiczny, a chyba i komiczny. Bo czyż inaczej można potraktować pominięcie w artykule postaci Kazimierza Siemianowicza (1600–1651), wielkiego, na miarę europejską, artylerzysty i a miarę wszech czasów pyrobolisty (twórcy rakiet)?
Taki casus pascudeus można porównać z pominięciem Szopena w historii muzyki lub Mickiewicza w historii literatury.
A przecież przez półtora wieku dziesiątki tysięcy znakomitych europejskich autorów podręczników lub artylerzystów z najbardziej zaawansowanych w ogniowej sztuce walki krajów: Francji, Niemiec, Anglii i innych państw, było na korepetycjach u Siemianowicza, wykorzystując: autorzy – jego dzieło Wielkiej sztuki artylerii część pierwsza w trakcie pisania własnych publikacji, zamieszczając dziesiątki cytatów z jego książki, artylerzyści – doskonaląc swą sztukę puszkarską, mimo iż mieli świetne podręczniki we własnym kraju.
A oto wypowiedzi wybitnych ludzi epoki o naszym rodaku:
Niemiec Bochler: „...polecam czytelnikom również innych autorów, a szczególnie najbieglejszego, najbardziej doświadczonego i doskonałego z nich Siemienowicza”.
N.F. Blondel, uczony o wszechstronnych zainteresowaniach, nauczyciel dzieci Ludwika XIV, pisał w 1674 r.: „Siemienowicz zbadał wszystko, co znane było na nasze tematy, po czym stworzył wspaniałą księgę nazwaną Artis magnae...”
A. Frezier, teoretyk artylerii, odnotował pół wieku po ukazaniu się ...Artylerii...: „Siemianowicza uważam bez wątpienia za największego mistrza techniki...”
Claude Ruggieri w r. 1812: „Kazimierza Siemianowicza uznać należy za najbardziej zasłużonego i znanego autora naszej specjalności, a chociaż dzieło powstało półtora wieku temu, w dalszym ciągu służy pożytecznie jako źródło informacji”.
W Polsce pisali o nim m.in.: historycy artylerii: J. Jakubowski XVIII w., K. Górski XIX w., M. Subotowicz, T.M. Nowak, B. Orłowski – XX w.
Dzieło napisane po łacinie i noszące tytuł Artis magnae artilleriae pars prima najprawdopodobniej sponsorowane przez namiestnika króla hiszpańskiego w Niderlandach, Leopolda Wilhelma Habsburga, ukazało się w 1650 r. w Amsterdamie. W r. 1651 publikacja przetłumaczona z łaciny na język francuski została wydana przypuszczalnie kosztem Wilhelma Fryderyka, h. Nassau, gubernatora Fryzji i generała artylerii Zjednoczonych Prowincji Niderlandzkich. W r. 1676 ukazało się tłumaczenie niemieckie.
Anglicy przetłumaczyli książkę w 1729 r., a Rosjanie w początkach XVIII stulecia. U nas Artylerię... przetłumaczono z łaciny na język polski i wydano w 1963 r.
Publikacja składa się z pięciu ksiąg. Księga pierwsza – działomierz, księga druga – środki i materiały używane zwykle w pirotechnice, księga trzecia – rakiety, księga czwarta – kule, księga piąta – różne machiny, sprzęty, masy, pociski i kunsztowne urządzenia pirotechniczne do celów rozrywkowych.
Pozycję jak wspomniałem na miarę wszech czasów zajmuje księga trzecia ze sformułowaną po raz pierwszy w historii techniki światowej koncepcją rakiety trzystopniowej.
Siemianowicz przed wyjazdem z Polski osiągnął stanowisko zastępcy dowódcy artylerii koronnej.
Oryginalnym zabiegiem jest uzupełnienie zestawu technicznego o powieść Działa Nawarony, którą napisał A. Maclean.
W bardzo ciekawym artykule (MT, nr 2, 2006) Telewizja czwarta władza, podejmującym problemy TV w świecie i w Polsce, zabrakło większej ilości informacji o poczynaniach Polaków, zajmujących się TV, co byłoby szczególnie cenne dla kształtowania wyobrażeń młodzieży o rodzimej wynalazczości.
Obok interesującej wzmianki o J. Ochorowiczu i J. Szczepaniku zabrakło: notki o Pomyśle przyrządu do przesłania obrazów na odległość K. Prószyńskiego, opublikowanego w 1900 r. na telektroskop.
O popularności Szczepanika niech świadczy fakt, że M. Twain napisał nowelę kryminalną, której jednym z bohaterów jest Amerykanin Clayton, oskarżony o zabójstwo Szczepanika. Gdy Claytonowi założono już sznur na szyję, w więziennej TV zauważono... Szczepanika, przebywającego w Pekinie. Egzekucja, oczywiście, się nie odbyła.
W r. 1896 ukazała się powieść W. Zagórskiego W XX wieku. Fantazya humorystyczna jako jedna z nielicznych w ówczesnym czasie przedstawiająca świat z funkcjonującą TV.
S. Manczarski uzyskał w 1929 r. patent na „Sposób telewizyjnego przesyłania obrazów za pośrednictwem drutu i radia”. Dzięki jego aparaturze demonstrowanej na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu w 1929 r. dokonano przesłania obrazu na odległość.
1931 r. – Zespół inżynierów PR w Katowicach pod kierunkiem E. Twardowa i F. Dyrnego skonstruował aparaturę nadawczo-odbiorczą wg systemu Bairda.
Autor pisze „Z gmachu hotelu Prudential: rozpoczęto emisję eksperymentalnego programu telewizyjnego...” Warto dodać, że emisja odbyła się 5 października 1938 r. I jeszcze jedno, niezmiernie ważne: Polska jako 7. kraj w świecie (po USA, Niemczech, Wielkiej Brytanii, ZSRR, Francji i Japonii), a 5. w Europie znalazła się w grupie krajów „telewizyjnych”. A więc wąski finał według kryteriów olimpijskich.
Autor zgromadził mnóstwo reprodukcji ilustrujących światowe dokonania TV. I jest to niezwykle cenne. Ale dorobek Polski w tej dziedzinie jest reprezentowany jedynie w rubryce „z przymrużeniem oka” niezbyt udanym rysuneczkiem z napisem TVP.
A przecież można by dać reprodukcję patentu J. Szczepanika na „dalekowidz”, otrzymanego w 1897 r. w Anglii.
Zaskoczenie budzi brak podpisu pod schematem dot. TV na str. 47. Tymczasem W. Umiński w artykule Jak jest zbudowany dalekowidz Szczepanika dał podpis pod ten właśnie rysunek: „Widok zewnętrzny przyrządu Szczepanika”.
Nie znalazły uznania reprodukcje: 36-liniowej aparatury systemu inż. S. Manczarskiego, aparatury Tardowa i Dyrnego wg systemu Bairda i wykonanego w Warszawie w 1939 r. odbiornika TV.
W powojennym, heroicznym okresie, gdy brakowało wszystkiego, teleentuzjaści potrafili zmontować aparaturę dającą obraz o 625 liniach, mieszczący się w najwyższym, światowym standardzie. I warto było pokazać czytelnikom ten aparat.
Korzystając z okazji, chciałbym pożegnać moich Czytelników i przypomnieć, że od 1999 r. w „Młodym Techniku” starałem się przedstawić wielkie, mało znane osiągnięcia techniczne epoki piastowskiej, Polski po rozbiorach i po odzyskaniu niepodległości.
Przypominałem postacie wielkich polskich techników, dla których słowa: Bóg, Honor i Ojczyzna, były sensem życia.
Pisałem o potędze Najjaśniejszej Rzeczpospolitej i jej genialnych hetmanach, dowodzących najniebezpieczniejszą, świetnie wyposażoną technicznie jazdą świata – husarią. Właśnie przed husarzami boso, przez bagna uciekał Dymitr Szujski, wódz 35-tysięcznej armii moskiewskiej rozgromionej przez husarzy, stanowiących główną siłę uderzeniową 7-tysięcznej armii polskiej w bitwie pod Kłuszynem (4 VII 1610 r.).
I był to mój ostatni artykuł wydrukowany w „Młodym Techniku”, po którym zapadł w Redakcji szlaban na moje dalsze propozycje, dotyczące przypominania i popularyzowania wielkiej polskiej myśli technicznej. Dziwne? Ja się już niczemu nie dziwię. Ale dla Was,
Młodzi Przyjaciele, niech to będzie impuls do chwili refleksji.
Życzę Wam wielu spotkań z naszą najczęściej świetną przeszłością.
Redakcji „Młodego Technika” życzę wielu udanych publikacji
Warszawa, 22 V 07 r., Józef Ziemba"

- To było niesamowite, takie głębokie, basowe dudnienie w brzuchu. Pomyślałam sobie: "Tak! Od chwili, gdy przyszłam na świat, chciałam doświadczyć takiego czegoś". To takie cudowne, że sto tysięcy ludzi może zginąć w trakcie trzęsienia ziemi. Może byłam za daleko, ale sama bym chciała właśnie tak umrzeć –wyznała szokująco po przeżyciu trzęsienia ziemi ta przedziwna, najbardziej znana Islandka.



Działo się to w Los Angeles na planie zdjęciowym do teledysku "Violently Happy" z jej prawdziwie, jak sama pewnie by chciała zaznaczyć, pierwszego albumu solowego "Debut". Zanim jednak doszło do jego wydania, kiedy Björk miała 27 lat, sporo ważnego wydarzyło się w jej życiu.

Dorosłe dziecko nie ma żalu

Przedziwnością było już urodzić się Brzózce Guðmundsdóttir ("björk" to po islandzku brzoza) w tym odległym kraju, gdzie tryskają gejzery tak wody, jak i wódki, a przez pół roku niemal całą dobę jest ciemno. Przyszła na świat 21 listopada 1965 roku, zrodzona, by stwierdzić patetycznie, z dwóch przeciwieństw. Matka i ojciec rozwiedli się po jej narodzinach, skazując córkę na dwa różne domy. Mieszkanie matki, w którym Björk spędzała większość czasu, było właściwie komuną hipisowską. Czasem tylko odwiedzany dom ojca, był znów "normalny" i konserwatywny. Zaniedbywana Björk bardzo szybko musiała się usamodzielnić. Wspominała, jak po powrotach od ojca pouczała bywalców komuny o podstawowej konieczności snu i jedzenia choć raz na dobę. Zdążyła się też wtedy zrazić do gitarowej muzyki a'la Woodstock, która przez hipisowskich przyjaciół matki była serwowana Brzózce w trybie "25 godzin na dobę". Od tamtej pory przeciwności stale już stykały się w jej życiu. Zarówno wtedy, gdy zdobywała wykształcenie w szkole muzycznej, grając na fortepianie, by potem debiutować na scenie w zespołach punkowych i gotyckich oraz później, kiedy już na solowych albumach łączyła, jak sama powiedziała, "techno z instrumentami akustycznymi, symfonię z rytmem i nowoczesność z muzyką korzeni".

Kolejny paradoks tkwił w tym, że mimo szybkiego usamodzielnienia, Björk w głębi pozostała małą dziewczynką, która dopiero później się uaktywniła. Słychać to w jej wyjątkowym śpiewie. Wokal Islandki to stylizacje na nieporadne frazowanie i głośna praca oddechem. To też urokliwa naiwność i intuicyjność prowadzenia melodii, czasem wręcz jakby na granicy nieudolności. Wywiady służyły Björk do dopieszczania własnego wizerunku czarującego dziecka. Wspominała kiedyś, jak za młodu postanowiła sprawdzić czy jej kot potrafi latać, "wypuszczając" go przez okno… Wiadomy efekt komentowała filuternie: "To nie było wyrachowane. Naprawdę mu współczułam, że nie potrafił dolecieć do swoich upragnionych ptaszków".

Oprócz teleportowania kotów na tamten świat, 5-letnia Björk rozpoczęła naukę w szkole muzycznej, gdzie okazało się, że jest wyjątkowo uzdolnioną, ale krnąbrną osóbką. Tam największe wrażenie zrobili na niej wybitni kompozytorzy muzyki współczesnej, jak tworzący muzykę elektroniczną Karlheinz Stockhausen. Już wtedy w Bapsi, jak wołali na Björk rodzice, zrodziła się chęć robienia nietuzinkowych dźwięków, co mogą wyrażać jej słowa: "Chciałam tworzyć muzykę tak, jak naukowcy prowadzą badania".

Zanim jednak doszło do eksperymentów muzycznych, 11-letnia Bapsi zaśpiewała na dniach otwartych swej szkoły ówczesny giga-hit Tiny Charles "I Love To Love". Stamtąd wyłowili ją panowie z islandzkiej wytwórni płytowej Falkinn. Skończyło się to nagraniem w 1977 roku albumu o miażdżącym tytule "Björk". Znalazły się na nim przeróbki islandzkich piosenek dla dzieci, ale też Steviego Wondera i Beatlesów ("Fool On The Hill" jako islandzkie "Elf na wzgórzu"). Björk zadebiutowała wtedy jako kompozytorka instrumentalnym, wykonanym przez nią na fortepianie i flecie utworem "Jóhannes Kjarval". Niestety, ten radosny krążek nie został wydany poza Islandią. Reszta świata była tym samym skazana na Heintjego z NRD albo "Puszka Okruszka" Natalii Kukulskiej.

Następny rozdział muzycznych poczynań tej dziewczyny przypominającej Eskimoskę musiał być zupełnie inny. Przyczynił się do tego punk rock. A dokładniej zespół Spit And Snot, założony przez 14-letnią Björk wraz z trzema szkolnymi przyjaciółkami. Pomarańczowowłosa wówczas Bapsi grała w swojej pierwszej kapeli na perkusji, ale nie wydrapywała sobie na rękach sfrustrowanego "No Future", poprzestając na traktowaniu punku jako dobrej zabawy. Pierwszą ważną dla Islandki grupą okazała się Tappi Tikarrass, której nazwa to po islandzku nic innego jak: "zatkać dziwce dupę". Björk śpiewała z nimi w latach 1981-1983, po czym została jedna epka oraz płyta długogrająca "Miranda". Dwa utwory Tappi Tikarrass, których muzyka przypominała The Police spotykających się na piwie z The Cure, można zobaczyć w filmie dokumentalnym "Rokk i Reykjavik" (1982) czyli "Rock w Rejkiaviku". Przedstawia on ówczesną islandzką scenę rockową, a występującą w nim Bapsi można zobaczyć jeszcze jako pucułowate półdziecko.

Czarna magia z cukrem w kostkach

Na rozwój artystyczny młodej Islandki miało duży wpływ zetknięcie się w tamtym czasie z nieformalną grupą artystyczną Medusa z Rejkiaviku. To jeden z jej członków zaznajomił Björk z powieścią "Historia oka" Georges’a Bataille’a. Książka pełna opisów morderstw i wszelkich bezeceństw stała się jej lekturą życia. Chodziło o metaforyczne przesłanie "Historii oka" o byciu wolnym od wszelkich ograniczeń. Postulat Bataille’a urzekł dorastającą Brzózkę i upewnił ją że - jak wyznała - "nie jest wariatką".

Tymczasem część poetów i muzyków z Medusy stworzyła kolejny zespół, w którym Björk stanęła przed mikrofonem. Mowa o KUKL (tym razem oznacza to "czarną magię"), kapeli, która przypadła do gustu Davidowi Bowie. Muzyka post-punkowego KUKL to skrzywiona, psychodeliczna jazda z wpływami Bauhausu i Briana Eno. Najmroczniejsza z jaką Björk miała do czynienia. Warto dodać, że to właśnie ten zespół stworzył wytwórnię Bad Taste. Do dziś zajmuje się ona promocją poezji i muzyki islandzkich autorów. Znamienne, że to właśnie "Zły smak" wydał pierwszą płytę postrockowego skarbu numer 2 z Islandii, czyli zespołu Sigur Rós.

Po dwóch latach i dwóch dobrych płytach członkowie "Czarnej magii" zmęczeni ciężarem gatunkowym swojej muzyki, postanowili w 1986 roku rozwiązać zespół. Także wtedy, 8 czerwca, urodził się nieplanowany syn Björk, Sindri. Jego ojcem jest Thor Eldon, członek grupy Medusa, z którym Islandka wzięła ślub. Po dwóch latach, powielając schemat rodziców, Björk się rozwiodła.

Jednak ani rozwód, ani dziecko nie były dla młodych rodziców katastrofą. Mama- Björk mówiła, że nagłe macierzyństwo to w Islandii normalna sprawa: "kiedy dziecko przychodzi na świat, bierzesz je pod pachę i po prostu dalej robisz swoje".

Część byłych muzyków KUKL, w tym Björk, rzeczywiście postanowiła robić swoje, tym razem spuszczając z tonu. Założyli zespół, który miał być tylko żartem: The Sugarcubes. Grupa o nazwie, jak określiła Bjork "najgłupszej z możliwych", stworzyła trzy bezpretensjonalne albumy wypełnione lekką, avant-popową muzyką. A dzięki swej świeżości oraz wyjątkowości "Kostki cukru" stały się znane daleko poza Islandią.

Dziennikarz brytyjskiego magazynu "Melody Maker" jako pierwszy połknął haczyk z kostką cukru. Postanowił uznać za "singiel tygodnia" odkryty przez siebie, a wydany tylko w Islandii zwiewny i piękny kawałek "Birthday”. Muzyka zespołu – jakby pozbawiona chłodnej głębi, bardziej gitarowa wersja twórczości kapel z kultowej stajni 4AD - szybko stała się popularna, szczególnie wśród brytyjskich studentów. Nie trzeba było czekać na lukratywne propozycje wielkich wytwórni. Zespół jednak konsekwentnie im odmawiał, doprowadzając do histerii wydającego ich Dereka Birketta z niezależnego labelu One Little Indian. Birkett barwnie opisywał pragnienie niezależności "Kostek" po kolejnej odmowie podpisania kontraktu przez zespół: „Do kurwy nędzy, straciliśmy właśnie pół miliona funtów, a ci mają wszystko w dupie”. Co znaczące, Björk do dziś pozostała wierna One Little Indian.

The Sugarcubes wydali debiutancki album "Life’s Too Good" w 1988 roku i zachwycali coraz szersze kręgi wielbicieli swawolnego indie-rocka. Nordycka egzotyka ich pochodzenia uwiodła też publiczność amerykańską. Stąd przyszedł sukces komercyjny i trasy koncertowe po całym świecie. Ale już dwa kolejne albumy – odcinający kupony "Here Today, Tomorrow, Next Week!" (1989) i dojrzalszy "Stick Around For Joy" (1992) – nie spotkały się z tak dobrym przyjęciem słuchaczy i krytyków. Zarzucano zespołowi porzucenie ideałów i brak spontaniczności debiutu. Także głos drugiego wokalisty "Kostek", Einara Orna, coraz bardziej ciążył recenzentom. Rzeczywiście, jego upierdliwy[???] wokal jakby wyjęty z B52's przyćmiewał wyjątkowy śpiew Björk.

Nic nie przyćmiło za to jej głosu w roku 1990, kiedy postanowiła pobocznie nagrać jazzowy album "Gling-Gló"(czyli "dzyń-dzyń" w islandzkim). Towarzyszył jej w tym jedyny wówczas profesjonalny zespół jazzowy w Islandii - Trio Guðmundar Ingólfssonar. Na tym krążku otrzymaliśmy uroczy, "kafejkowy" zestaw kompozycji Björk. Plus standardy, jak "Ruby Baby", które grali też The Beatles czy przeróbkę przeboju "Sway (Quien Sera)", spopularyzowanego przez Deana Martina.

Tymczasem w Sugarcubes zaczęło być gorzej niż lepiej. Kapela powstała jako żart przyjaciół, lecz jak to bywa, wraz z popularnością doszło do tarć. Björk, jak komentowała, chciała spontaniczności i poszukiwań. Einar znów dążył do coraz większego dopieszczania utworów i wygrzewania się w cieple wypracowanej stylistyki. Wokalistka "Kostek" miała też wyraźnie dosyć gitarowego grania. Dlatego też musiał nastąpić koniec, by, jak cały zespół przekonywał, zachować przyjaźń. Islandczycy dali jeszcze fanom płytę z remiksami "It's-It" i po trasie u boku U2 zakończyli działalność. A samej Björk już nigdy potem nie mieliśmy usłyszeć w rockowej estetyce.

Jak debiutantka odmówiła Madonnie

Najsławniejsza Islandka opuściła rodzimą wyspę i przeniosła się do Londynu. "Człowiek powinien spróbować dać światu to, co potrafi najlepiej" – motywowała swoją decyzję, która zaowocowała niebawem jej pełnoprawnie pierwszym krążkiem "Debut" z 1993 roku. W Londynie poznała Nellee’ego Hoppera, znanego wcześniej jako członek grupy didżejów The Wild Bunch, której część stworzyła potem Massive Attack . To z nim weszła w głęboki związek twórczy, przyznając, że bez niego "Debut" nie byłby tak wyrazistą produkcją. Za sprawą Hoppera zaczęła wsiąkać w ówczesną kulturę klubową, która stała się jej fascynacją. Przełożyła się ona na brzmienie albumu, który w dużej mierze jest mieszanką dance'u i house'u. Mamy tu na przykład "There's More To Life Than This", gdzie wmiksowano jej wokal nagrany w toalecie jednego z klubów. Albo energetyczny "Big Time Sensuality", do tej pory grany na parkietach. Björk uznała jednak, że trzeba złamać tę konwencję i dodała w postprodukcji saksofon, trąbkę i orkiestrę symfoniczną. Album odniósł niespodziewany sukces, tym bardziej, że brakowało mu należytej promocji. Niesamowity, miłosny "Venus As A Boy" czy przestrzenny, choć trącący myszką starego dance-popu "Violently Happy" są do dziś ikonami-przebojami lat 90., a całą płytę uhonorowano w 1994 roku nagrodami Brit Awards dla najlepszej artystki zagranicznej i najlepszego debiutanta.

Sukces Björk nie przeszedł bez echa w światku muzycznym. Na Islandkę rzuciła się Madonna, węsząc w niej osobę, która nadałaby jej muzyce upragnionego charakteru. Propozycję skomponowania całego albumu Amerykanki Björk odrzuciła, by później z łaski napisać tytułową piosenkę do płyty "Bedtime Stories". Ale odmówiła jej wykonania u boku Madonny czy choćby spotkania się z nią. Nie wstydziła się za to wystąpić razem z PJ Harvey, by wykonać intrygującą wersję "Satisfaction" Rolling Stonesów.

W 1995 roku przyszedł czas na jej drugi album "Post". Już nie tak klubowy jak debiut. Za nieznaczną zmianę tonacji odpowiadają takie kawałki, jak otwierający krążek "Army Of Me", do którego wsamplowano partię perkusji z utworu Led Zeppelin "When The Levee Breaks". Na "Post" pojawia się też, jak powiedziała sama Björk, jej pierwszy smutny kawałek: swingujący i trip-hopowy "Possibly Maybe" opowiadający o krótkim związku z jednym z wielu jej partnerów – artystów. Zupełnym zaskoczeniem wobec nich (na tym tle) jest żywiołowa i brawurowo wykonana przeróbka przeboju musicalowego z lat 40. "It’s Oh So Quiet". Ten orkiestrowy kawałek stał się największym jak dotąd hitem Islandki tak w Wielkiej Brytanii, jak i w USA. Islandka (powt., ja bym wywaliła) w (W) przekornej reakcji na ten fakt, zdjęła ona utwór z repertuaru koncertowego. Podczas nagrywania "Post" Björk na krótki czas związała się z Trickym, z którym napisała dwa utwory zamieszczone na tej płycie. Jednak dopiero związek z innym brzydalem elektronicznej muzyki – Goldiem okazał się na tyle ważny, by stać się inspiracją do stworzenia całego albumu. Trzeciego już, najspójniejszego w jej karierze, "Homogenic".

Björk homogenizowana

Zanim doszło do jego nagrania, Björk postanowiła wydać płytę z remiksami swoich utworów, by zamknąć etap dwóch pierwszych albumów , które określiła jako "the best of" jej muzycznych fascynacji z przeszłości. "Telegram", bo o nim mowa, spotkał się z mieszanym odbiorem fanów. Na płycie można posłuchać odważnych, "połamanych" remiksów autorstwa Marka Bella ze słynnego techno duetu LFO czy industrialnych i ostrych, za które odpowiadają również "techniczni" Outcast (nie mylić ze składem Andre 3000 i Big Boi'a czyli Outkast). Zwraca też uwagę eteryczny, orkiestrowy "You've Been Flirting Again", lepszy niż oryginał z "Post".

Pora jednak wrócić do pełnowymiarowego "Homogenic" wydanego w 1997 roku. Album przez krytyków uznawany za jedno z największych osiągnięć Björk był jej powrotem na Islandię. Niedosłownym, bo płytę nagrano w Hiszpanii. Rzecz w chłodnym i stonowanym klimacie tego wydawnictwa, które Björk chciała oprzeć "tylko na bitach, smyczkach i głosie". Winowajcą był Goldie, a raczej rozstanie z nim, które na tyle głęboko poruszyło Björk, że musiała zmierzyć się z dojrzałością. Dla jej osiągnięcia zwróciła się właśnie do zostawionej przed "Debutem" Islandii. Płyta ma oddawać ostry i zimny krajobraz wyspy pełnej wulkanów i lodowców. Najlepszym przykładem tego zamierzenia jest piosenka "Jóga", do której Mark Bell stworzył doskonałe bity imitujące trzęsienia ziemi i erupcje wulkanów. Warto też wspomnieć o dramatycznym "Bacherolette", które jest jakby doskonalszym echem "Human Behaviour" z pierwszej płyty Islandki. Trzeba wreszcie zauważyć zawsze wyjątkowe teledyski Björk reżyserowane przez takich tuzów, jak Spike Jonze, Paul White czy Michel Gondry. Ten ostatni jest twórcą klipu do wcześniej wspomnianej piosenki "Jóga", który pokazuje "żywy" sejsmicznie, komputerowo wygenerowany krajobraz Islandii. Ostatni utwór z "Homogenic": "All Is Full Of Love" ilustruje jeden z najbardziej wyjątkowych teledysków Björk. Miłosnemu zespoleniu oddają się na nim androidalne istoty, co robi uderzające, a może wręcz odpychające wrażenie zestawienia miłości z chłodem maszyn.

Szelmostwa w ciemnościach

Solowa kariera Björk została przerwana po wydaniu "Homogenic" przez Larsa von Triera. Reżyser zaproponował Islandce napisanie muzyki do swojego filmowego projektu "Tańcząc w ciemnościach". Soundtrack ukazał się później w 2000 roku na krążku "SelmaSongs". Na tym się jednak nie skończyło, ponieważ nagrywając ścieżkę do tego musicalu, Björk zgodziła się również zagrać w nim główną rolę. Artystka rolą czeskiej emigrantki Selmy w USA udowodniła swoją wszechstronność i niespotykaną wrażliwość. Selma w jej wykonaniu to dojrzała, skora do poświęceń matka, ale też marzycielka uciekająca przed cierpieniem w wyimaginowane i naiwne musicale. Nikt nie obawiał się stwierdzić, że wokalistka subtelnością i charyzmą przyćmiła francuską gwiazdę stulecia, Catherine Deneuve, która jej partnerowała. Za rolę Selmy, Björk zgarnęła w 2001 roku nagrodę dla najlepszej aktorki w Cannes. Poza tym spadł na nią grad nominacji, m.in. do Oscara za najlepszą piosenkę dla dojmującej, opartej na stukocie pociągu "I've Seen It All" nagranej z Thomem Yorkiem. To właśnie podczas rozdania nagród Akademii Filmowej Björk pojawiła się w "skandalicznej i niepoprawnej" sukience – imitacji łabędzia, który oplatał jej szyję. Nikt nie zrozumiał żartu artystki kpiącej z blichtru i sztuczności Hollywoodu.

Niepokorna i wyczerpana wczuwaniem się w Selmę, Björk stwierdziła, że nie zagra już więcej w filmie, uznając aktorstwo za "emocjonalną prostytucję". Uciekła w tworzenie muzyki zawartej na jej kolejnej płycie "Vespertine" z 2001 roku. Jak zwykle miała przy tym koncept, na którym oparł się album. Tym razem chodziło o intymność, muzykę, której słucha się samotnie w domu. Z tego zamiaru powstało najbardziej introwertyczne i "magiczne" wydawnictwo Islandki. Stało się tak dzięki wykorzystaniu harfy, na której zagrała jej wirtuozka Zeena Parkins, nastrojowych cymbałków i pozytwek oraz wysmakowanych podkładów wygenerowanych przez duet Matmos. Posłużyli się oni dźwiękami łamanego lodu, a nawet pękających chrupków ryżowych. Atmosferę delikatności sama Björk wykreowała tu szeptem i oddechem. Słuchając zmysłowego "Cocoon" można wręcz odnieść wrażenie, że jej głos nigdy wcześniej nie był tak blisko mikrofonu.

Hymny bałwochwalcze

A właśnie kolejny album Islandki, który wyszedł dopiero po trzech latach, okazał się hymnem bałwochwalczym ku czci głosu. "Medulla", bo o niej mowa, oparła się na bezkompromisowym pomyśle stworzenia całej muzyki na podstawie ludzkiego głosu i wszystkiego, co da się z nim zrobić. Björk znów więc zaangażowała całą paletę utalentowanych wykonawców. Za warstwę rytmiczną, opartą na beatboksingu odpowiedział między innymi Rahzel, wcześniej znany z The Roots. Do tego doszło basowe nucenie Mike'a Pattona w paru kawałkach czy też udział Roberta Wyatta z Soft Machine. Przestrzeni nadał piosenkom chór z Islandii, którego członków Björk zachęcała by udawali owady, ptaki i inne stworzenia. Plus, czasem natrętne, miłosne westchnienia, a nawet jodłowanie. Nie mogło też zabraknąć na „Medulli” piosenki zaśpiewanej a capella, a była nią "Show Me Forgiveness". Singlowy "Triumph Of The Heart" zilustrował najzabawniejszy z wszystkich klipów Björk. Islandka wystąpiła w nim jako żona prawdziwego kota, która przeżywa dramat wyobcowania w związku. Wszystko się jednak kończy dobrze, bo mąż-kot wyjeżdża samochodem po żonę-Björk, która uciekła z domu.

Przed wydaniem "Medulli', w 2001 roku, Sindriemu urodziła się siostra o imieniu Isadora. Jej ojcem był partner Björk po dzień dzisiejszy, Matthew Barney. To właśnie z filmem jego reżyserii wiąże się kolejna płyta Björk z 2005 roku. Najtrudniejszy, lub jak sądzą inni, po prostu przekombinowany album Islandki „Drawing Restraint 9” powstał jako ścieżka dźwiękowa do filmu o tym samym tytule. W tej antyhollywoodzkiej i pełnej symboli produkcji, w której Zachód spotyka się ze Wschodem, Björk wystąpiła wraz z Barneyem. Muzyka, którą stworzyła wokalistka jest pełna pauz i ciszy, a jej minimalizm z dalekowschodnim wyczuciem i rezerwą wypracowali zaproszeni Japończycy. Mayumi Miyata zagrała na egzotycznym piszczałkowym instrumencie sho, a członkowie tamtejszego tradycyjnego teatru wykonali melorecytowany, hipnotyczny i zdumiewający dla zachodniego słuchacza utwór "Holographic Entrypoint".

Ostatni dotąd album Islandki "Volta" z 2007 roku jawi się tym razem jako pogańskie święto na cześć rytmu. Björk udało się na nim połączyć taneczne i przebojowe doświadczenia z lat 90. z coraz ambitniejszymi wydawnictwami po roku 2000. Tym razem wokalistka zaprosiła Timbalanda, który nadał między innymi rytualnemu "Earth Intruders" swojego podszytego humorem, firmowego pulsu. Znów Antony Hegarty z Antony and the Johnsons przydał kruchości swoim jedwabistym głosem dwóm innym utworom: "The Dull Flame of Desire" i dedykowanemu Sindriemu "My Juvenile". Najmocniejszym punktem "Volty" jest niemal industrialny i punkowy w skandowanym wokalu, "Declare Independence", zrobiony znów z Markiem Bellem. Nieduża Islandka zaczęła mocno politycznie brykać, gdy przy wykonywaniu tego kawałka wykrzyczała na koncercie w Japonii "Kosovo!", a w Chinach "Tibet!" (konsternując zresztą chińską publiczność). Dołączyła tym samym do popowej świty z Bono na czele, która chce pokazać swoje "zaangażowanie w bóle tego świata".

Wypadałoby się wreszcie zastanowić, jak w ogóle powstała muzyka z tego i ośmiu poprzednich solowych albumów Islandki? Może to kwestia magii czy, bardziej sceptycznie: wypracowanej pozy, która z powodzeniem znajduje "magiczną islandzkością" poklask i miejsce w popkulturowym korycie. Sama Björk powiedziała w jednym z wywiadów: - Gdy dla przykładu siedzę w taksówce i czekam na zielone światło, wpatruję się w niebo i czuję magię. Nie widzę wprawdzie błyszczących czerwonych pantofelków czy Świętego Mikołaja. To jest coś między chmurami, coś niewidzialnego. Niedosłownego, jeśli temu wierzyć.

Tak, jak w jej muzyce.

Źródło: muzyka.onet.pl